środa, 24 maja 2017

mama ma moc

odkąd stałam się mamą, to jeszcze bardziej potrzebuję czuć się dobrze. sama ze sobą. potrzebuję wierzyć, że wszystko będzie ok, że jestem wystarczająco dobra, że dam sobie radę, że nic się nie stanie gdy nie ugotuję obiadu. dlatego tak bardzo ucieszyły mnie twórczynie In da box, które zaprojektowały karty afirmacyjne dla mam. małe kartoniki narysowane przez ulubioną Agatę Królak i zapakowane w materiałowy woreczek mają nam codziennie przypominać, że jesteśmy silne, wartościowe i po prostu najlepsze. to piękny prezent na Dzień Mamy i na każdy inny dzień bez specjalnej okazji. należą się każdej mamie! małe rzeczy są najpiękniejsze.

wtorek, 23 maja 2017

Miłość jest słodka, las dolnysopotpółnoc

rok temu mniej więcej o tej porze piliśmy sok pomarańczowy i kawę z pianką w maleńkich filiżankach w jednej z najbardziej niebanalnych sopockich kawiarni. na naszej majowej (po)ślubnej fotograficznej sesji. pani widząca nas przez szybę krzyczała z chodnika, że życzy wszystkiego najlepszego, a barista wybierał talerzyki "żeby pasowały do zdjęć". a ja wymarzyłam sobie wianek ze świeżych kwiatów na głowie i słodkości. bo Miłość jest słodka. czasem kwaśna jak te pomarańcze w szklance albo gorzka jak kawa bez cukru. ale najczęściej jednak słodka. dziękuję Ci Mój Mężu z ten słodki rok i za maj, który już zawsze bardziej niż z imieninami Joanny będzie mi się kojarzył z naszą rocznicą ślubu.

wtorek, 16 maja 2017

nie taki niemowlak straszny, dwa miesiące później

 
od dwóch miesięcy wszystkie poranki są nasze. i mimo, że każdego z nich chciałabym pospać trochę dłużej - to i tak nie zamieniłabym ich na nic innego. to dwa najpiękniejsze miesiące uczenia się siebie nawzajem. myślałam, że będzie trudniej. że nie będę wiedziała jak dbać o takie maleństwo, że wszystkiego będę się bała, że wszystkie domowe obowiązki pójdą w odstawkę. i jest trudno i czasem (często) nie mam czasu odkurzyć albo ugotować obiadu, ale poza czystą podłogą i garnkiem pysznej zupy mam coś nieporównywalnie piękniejszego. mam pierwsze ukradzione uśmiechy, małe rączki łapiące za bluzkę, mam bliskość, której nie da się zastąpić niczym innym. patrzę jak śpi i nie mogę nacieszyć się jego zapachem. no i te małe stópki, które rozczulają chyba każdego. jestem szczęściarą, że go mam. po tylu trudnych miesiącach, kiedy mogłam go oglądać jedynie na ekranie usg. mam go tutaj i od pierwszej minuty zakochałam się tak mocno, że brakuje słów.

czy miewam dość? no jasne. nie raz wypatruję w oknie męża wracającego z pracy albo wyczekuję na wyjazd do rodzinnego domu (dziadkowie i ciocia chętnie przejmują wtedy kołysanie, zabawianie, noszenie, gadanie. a czasem mogę się nawet wyrwać na godzinę na zakupy lub inne marnotrawienie czasu - to takie przyjemne!). ale wspólne chwile i tak są najlepsze. tulenie, głaskanie, karmienie, dbanie o tego małego człowieka jest najlepszym co mogło mi się w życiu przytrafić.

niedziela, 14 maja 2017

14 maja roku tego i zeszłego

rodzinne zdjęcie pod Mingą (gdyńska kawiarnia tuż przy bulwarze) chyba stanie się naszą coroczną tradycją. rok temu - dzień po naszym ślubie spacerowaliśmy tam w wietrzną sobotę wciąż jeszcze nie mogąc uwierzyć, że jesteśmy mężem i żoną. a w tym roku na spacerze w niedzielę, w pięknym słońcu towarzyszył nam nasz prawie dwumiesięczny syn. i ja wciąż nie mogę uwierzyć. jak dobrze, że siebie mamy!

sobota, 13 maja 2017

pierwszy ważny dzień w życiu małego człowieka

maj jest wyjątkowy pod wieloma względami. w zeszłym roku ja z anginą leczoną od miesiąca, na kolejnym antybiotyku, martwiłam się jak dam radę bawić się na własnym weselu i czy po miesiącu zwolnienia i leżenia w łóżku aby na pewno dam radę nie zemdleć przed ołtarzem. oczywiście wszystko było tak jak wymarzone scenariusze przewidywały i obyło się bez omdleń i innych małych dramatów. w tym roku, w pierwszą rocznicę naszego ślubu, znów mogliśmy świętować - pierwszy ważny dzień naszego syna. chcieliśmy aby było prosto, tak jak rok temu. były więc piwonie, jasny tort z malinami i maleńkie buciki naszego małego człowieka. było też majowe słońce. nie mogłam sobie tego lepiej wymarzyć. imię dostał po swoim pradziadku, miodowa świeca to nawiązanie do dziadka pszczelarza, a datę wybraliśmy my. rok temu na ślub, a wczoraj na chrzest. ten 13 maja to będzie chyba jeden z moich ulubionych dni.

piątek, 5 maja 2017

kołysanki w kolorze miętowym

wyprawka dla naszego syna od początku miała mieć w sobie dużo mięty i dużo szarości, odrobinę miodowego i biel. i minimalizm. i jest dokładnie tak jak byśmy chcieli.

jedną z pierwszych rzeczy, która trafiła do kącika maleństwa była miętowa kołyska. prosta tak jak lubimy, niewielka i w pięknym kolorze. lubimy te słodkie drzemki i lekkie popołudniowe kołysanie. lubimy układać w niej kolorowe poduchy i patrzeć między szczebelkami na stópki małego człowieka.

dzięki lululaj, czyli Oli i Piotrowi nasz kącik stał się najmilszym miejscem w całym naszym mieszkaniu. dziękujemy!

środa, 12 kwietnia 2017

o rany, jestem mamą!

cały mój świat mieści się nagle w jednych maleńkich kilkucentymetrowych stopach. teraz kocha się najmocniej, boi się najmocniej i najmocniej martwi. i nie ma nic piękniejszego niż ten chwilami trudny wspólny miesiąc, który za chwilę minie. dziękuję, że jesteś, Synku.

środa, 22 lutego 2017

pastelove

róż, ilustracje, kwiatowe tęsknoty i garść zimnego wiatru od morza (to za oknem). bukiety goździków - dużo i często. i ta myśl, że całe życie nienawidziłam mojego brzucha, a teraz go kocham. taki blady i z turkusowymi kreskami żył. chciałabym zapamiętać każdy centymetr. i ten czas, gdy kompleksy i niedoskonałości przesłania wielka miłość. i wciąż nie mogę się nadziwić, że ona się bierze z brzucha, dosłownie.

środa, 15 lutego 2017

wiosno chodź!

co roku mniej więcej o tej samej porze zaczynam wiosenne tęsknoty. nie rozpaczliwe, ale monotematyczne do granic możliwości. otaczam się kwiatami - w wazonach i na papierze, czasem nawet na białej pościeli. i nie mam nic przeciwko, że wszyscy wokół nieustannie szepczą coś o cieple, o potrzebie słońca, spacerów bez szalika i chowaniu zimowych butów wgłąb szafy. i chociaż jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie i chociaż resztki śniegu nie zdążyły jeszcze stopnieć i wciąż jeszcze myślę sobie, że dodatkowa porcja białego puchu może przykryć chodniki jeszcze w tym albo kolejnym miesiącu... to jakoś tak mi się spieszy do tej wiosny, do spotkania z Małym Człowiekiem, który odmieni ją jak nikt nigdy.

wtorek, 14 lutego 2017

skrawki miłości na ziąb

luty to taki miesiąc, że nadmiar różu i kiczowatych serduszek wybacza się absolutnie każdemu i absolutnie w każdej ilości. walentynki chyba trochę na przekór zostały wpisane w zimowy kalendarz żeby choć trochę osłodzić ten zmarznięty czas. i nie mam nic przeciwko tym drobnym skrawkom ciepła. przeciwko kawałkom nowych koronek, pękom tulipanów i okruszkom różowej codzienności. jeśli jest dużo utuleń, ukradzionych całusów i kubków ciepłego kakao - to wszystko jest najlepiej. cieplej.

poniedziałek, 13 lutego 2017

ryby i wieloryby

absolutnie nic nie potrafię poradzić na to, że rozczulają mnie te wszystkie malutkie rzeczy. wieloryby w wersji mini? poproszę! rampers w lisy? biorę! niby minimalizm, kolorystyczne szarości i biele, ale coraz trudniej powstrzymać się przed kolejnym słodkim body nawet jeśli to tylko kawałek szmatki.  przepadłam. i podejrzanie dobrze mi z tym. i jaka matka takie dziecko - będą ryby i wieloryby!

środa, 11 stycznia 2017

w pastelach

pyszna nuda w kolorach pastelowych. różowy sweter sięga prawie do kolan i można bezkarnie chować w nim dłonie siedząc na drewnianym łóżku i pijąc kolejny kubek kawy. ze szczyptą kokosowego cukru. w bezpretensjonalnym kubku z Małą Mi. za taką puchatą zimą tęskni się zanim jeszcze zdąży się skończyć i zanim ostatnie bryłki lodu i śniegu stopi dodatnia temperatura. ale jeszcze lepsza jest ta myśl, że kolejnej zimy albo jeszcze tej kolejnej będzie najpiękniejszy pretekst do pójścia na sanki, posmarowania nosa kremem na mróz i ubrania najcieplejszych skarpet i czapy.

poniedziałek, 9 stycznia 2017

8

lepkiego miodu, słodkich malin, cytrynowych sorbetów latem i gorącej czekolady z nieprzyzwoicie dużą ilością kalorii i piankami marshmallow zimą. ładnych obrazków, jak najmniej dni twórczej bezsilności, inspirujących ludzi na każdym etapie kolejnej rocznej podróży. leśnych spacerów, morskich opowieści. tego chciałabym życzyć samej sobie na magiczną dziewiątkę z okazji 8 blogowych urodzin.

piątek, 6 stycznia 2017

czekanie nigdy nie było tak przyjemne

najpiękniejsze rzeczy dzieją się z miłości. i dzieją się mimo wszystko. produkują ciepełko w sercu jak w małej fabryce. bywają opatulone grubą warstwą strachu, ale nie pozwalają przestać wierzyć, że wszystko będzie dobrze.

środa, 4 stycznia 2017

zaprzyjaźniamy się

ja i nowy rok. wypełniam kalendarz datami urodzin i adresami. listy wysłane w zeszłym roku mogłabym zliczyć na palcach jednej ręki, więc mam nadzieję, że w tym roku w kwestii pisania pójdzie mi nieco lepiej. ta zima jak żadna inna do znudzenia smakuje piernikami i bezkofeinową inką z mlekiem (czasem kokosowym). ale lubię tę nudę i te puste kubki ustawiane na nocnym stoliku obok łóżka. instytut meteorologi zapowiada powrót zimy i chyba się cieszę na tą biel, bo będzie pasować do domowych światełek i ciepłych puchatych skarpet. i stosiku nieprzeczytanych jeszcze gazet i książek.

wtorek, 3 stycznia 2017

ministerstwo dobrego mydła

kocham ten ich minimalizm, genialne zapachy i siostrzane poczucie humoru, którym co jakiś czas nas karmią w internecie. to przez nich ujawniła się moja wielka słabość do jakiejkolwiek  kosmetycznej marki (no może nie licząc od dawna lubianej polskiej tołpy). Ministerstwo Dobrego Mydła kompletnie zawróciło mi w głowie. zaczęło się w grudniu zeszłego roku, gdy w liście do św. Mikołaja poprosiłam o coś pachnącego i znalazłam pod choinką marchewkowe i ananasowe mydełko i piękną kulę do kąpieli. a później poszło już z górki. pisałam o śliwkach latem (klik), pisałam o umilaniu jesieni (klik), no i musiałam napisać też zimą. bo w pudełku z ministerstwa znalazło się kilka nowości, których wcześniej nie znałam.