wtorek, 16 maja 2017

nie taki niemowlak straszny, dwa miesiące później

 
od dwóch miesięcy wszystkie poranki są nasze. i mimo, że każdego z nich chciałabym pospać trochę dłużej - to i tak nie zamieniłabym ich na nic innego. to dwa najpiękniejsze miesiące uczenia się siebie nawzajem. myślałam, że będzie trudniej. że nie będę wiedziała jak dbać o takie maleństwo, że wszystkiego będę się bała, że wszystkie domowe obowiązki pójdą w odstawkę. i jest trudno i czasem (często) nie mam czasu odkurzyć albo ugotować obiadu, ale poza czystą podłogą i garnkiem pysznej zupy mam coś nieporównywalnie piękniejszego. mam pierwsze ukradzione uśmiechy, małe rączki łapiące za bluzkę, mam bliskość, której nie da się zastąpić niczym innym. patrzę jak śpi i nie mogę nacieszyć się jego zapachem. no i te małe stópki, które rozczulają chyba każdego. jestem szczęściarą, że go mam. po tylu trudnych miesiącach, kiedy mogłam go oglądać jedynie na ekranie usg. mam go tutaj i od pierwszej minuty zakochałam się tak mocno, że brakuje słów.

czy miewam dość? no jasne. nie raz wypatruję w oknie męża wracającego z pracy albo wyczekuję na wyjazd do rodzinnego domu (dziadkowie i ciocia chętnie przejmują wtedy kołysanie, zabawianie, noszenie, gadanie. a czasem mogę się nawet wyrwać na godzinę na zakupy lub inne marnotrawienie czasu - to takie przyjemne!). ale wspólne chwile i tak są najlepsze. tulenie, głaskanie, karmienie, dbanie o tego małego człowieka jest najlepszym co mogło mi się w życiu przytrafić.