Pokazywanie postów oznaczonych etykietą make my wonderland. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą make my wonderland. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 listopada 2017

make my wonderland, panna lola i luis timm

ostatnio do mojej wirtualnej skrzynki wpadła krótka wiadomość "co powiecie na rodzinne spotkanie? właśnie na spontanie stwierdziliśmy że jedziemy nad morze." rodzinne spotkanie? z kimś kogo nigdy się jeszcze nie widziało? z kimś kto jedzie 700 kilometrów z gór nad morze i ma ochotę się z nami zobaczyć? no jasne. nasze kieszenie były wypchane niepewnością, bo przecież może okazać się, że nie potrafimy ze sobą rozmawiać, a internet to nie to samo co kubki ciepłej herbaty w nadmorskiej kawiarni. ale poszliśmy. razem z nami Panna Lola (i jej uroczy pies - Kora, a później jeszcze chłopak), która też zresztą jest takim naszym wirtualnym dobrym duchem, który postanowił zmienić swoje życie i przeprowadzić się nad morze - od tamtej pory widzieliśmy się już kilka razy i to na pewno nie koniec. idziemy, zabieramy pudełko pełne miodów, odrobinę strachu i całe morze ciekawości. i jest najpiękniej. rozmowy same się sklejają w zdania, a uśmiechów i uścisków nie zliczę, bo nie potrafię. i dlaczego piszę o tym dopiero dwa tygodnie po spotkaniu? bo czasem brakuje słów, tak zwyczajnie. dobre emocje plotą warkocze z radością i zwyczajnym codziennym szczęściem, a my uwielbiamy ich szukać w takich właśnie spotkaniach, rozmowach i uściskach. internet nie kłamie - Kasia, Remik, Gucio i Panna Lola z Korą i Kamilem, to najpiękniejsze co nas mogło tego wieczoru spotkać.

wtorek, 13 grudnia 2016

Make My Wonderland na roślinne rozterki

schyłek jesieni (to już prawie zima z okruchami śniegu tak małymi jak cukier puder), to podobno nie najlepszy czas na myślenie o roślinnych przeprowadzkach. ale ponieważ grudzień to też całkiem przyjemny czas na robienie prezentów nie tylko dla innych, ale też dla siebie (nawet jeśli zupełnie nie ma ku temu okazji) - to na naszym nadmorskim parapecie rozgościły się nowe górskie doniczki. było już Make My Wonderland w wersji letniej (o tu), więc przyszła i pora na zimową wersję w bieli. czekają niecierpliwie na nowych lokatorów i cieszą oczy jak mało co! i chociaż ostatnio najlepiej pomieszkuje się u nas niewymagającym zbyt wiele uwagi oplątwom (żyją sobie lekko spryskiwane wodą - bez ziemi i doniczek), to wizja rozrastającego się zielonego parapetu działa na nas mocno.

piątek, 7 października 2016

pierwsze narzekanie tej jesieni i herbata z lawendą

to już ósmy raz kiedy zastaje mnie tu jesień. zdążyłam zmienić adres (nie jeden raz), skończyć studia (nie jedne), a nawet wyjść za mąż. a te jesienie wciąż przychodzą, rzucają szeleszczące liście pod nogi, uparcie proszą o kolejny już kubek miodowej herbaty (z lawendą i jagodami goji żeby nie było nudy), plączą na szyi zimno i szaliki i nic sobie nie robią z marznących narzekań. na to marudzenie dobry jest kolor, ciepły koc i nowa pachnąca drukiem książka. albo kilka ciepłych słów, które rozgrzeją lepiej niż niejeden termofor w za ciasnym pluszu.

sobota, 23 lipca 2016

make my wonderland

mam jakiegoś niewyobrażalnego farta do ludzi. szczególnie tych, którzy pojawiają się w najbardziej niespodziewanych momentach, rozsypują szczyptę magii i zostają na dłużej. a przynajmniej chciałabym żeby zostawali. nawet jeśli dzielą nas setki kilometrów i jeśli między moim morzem i Jej górami jest mnóstwo przestrzeni i mnóstwo słów i dobrych myśli mogłoby się zgubić. Kasia - bo o niej mowa - zaraża miłością do natury, do pięknych rzeczy i do pięknych emocji. nie mam pojęcia jak jej się to udaje, ale to działa!

czwartek, 7 lipca 2016

gastrobanda!

spontaniczne nadmorskie śniadania lubią się przedłużać do południowego wylegiwania się na piasku. z jednej strony klif, z drugiej (nie taki wcale chłodny) Bałtyk, na środku kolorowy koc i, to co akurat znalazło się o poranku w kuchni. na dokładkę jest jeszcze książka. i to o niej dziś trzy słowa. albo trzydzieści, bo to książka niebylejaka.