poniedziałek, 23 kwietnia 2018

przyjęcie na roczek

bardzo czekałam na ten dzień, martwiąc się jednocześnie żeby nie nadszedł zbyt szybko.

to nie był najłatwiejszy rok i każda mama zrozumie o czym mówię. najsłodsze buzie drzemiących maluchów przeplatają się z płaczem na spacerach i kolkami nocą, najmniejszy katar i kaszel jawi się jako własny koniec świata, a niektóre ciężkie dni zdają się nie mieć końca. na szczęście o wiele więcej jest tych radosnych skrawków zapisanych w pamięci i dzisiaj o takim właśnie dniu.

przyjęcie roczkowe zorganizowaliśmy w jednym z naszych ulubionych trójmiejskich lokali i jesteśmy szalenie wdzięczni właścicielce, bo pozwoliła nam zaszaleć z dekoracjami udostępniając na kilka godzin całą przestrzeń Bliżej. wymarzyłam sobie, że będzie minimalistycznie, z motywem lasu i kwiatów i finalnie byliśmy całkiem zadowoleni z efektu (całkiem, bo wiadomo, że zawsze mogłoby być piękniej, lepiej i w ogóle). Bliżej jest pełne wielkich okien z widokiem na miasto, więc mieliśmy pod dostatkiem jasnego światła, a dzień choć mroźny był pod tym względem wyjątkowo łaskawy i słoneczny. na wysokim stoliku przy oknie przygotowaliśmy słodki poczęstunek dla naszych gości. i tutaj kolejne podziękowania należą się Capuccino Cafe z Sopotu, bo dzięki nim mieliśmy najpiękniejszy leśny tort (o smaku palonej białej czekolady z porzeczkami!) i słodkości - ptysie z kruszonką i kremem karmelowym, francuskie makaroniki i czekoladowe musy z rokitnikiem, malinami i wiśniami. jeśli przy okazji jakiś uroczystości będziecie potrzebować tort, to te z Capuccino są najlepsze na świecie - jeden z nich mogliście już u nas zobaczyć przy okazji chrztu małego chłopca - klik. wszystko nie wyglądałoby też tak pięknie gdyby nie pomoc trójmiejskiej marki Papel, która tworzy małą manufakturę z pięknymi dekoracjami i zaproszeniami (o tych będzie jeszcze osobny wpis) i która przygotowała dla nas papierową roczkową girlandę na okno i małą na tort, wszystkie piki, menu, winietki dla gości. śmiało mogę powiedzieć, że gdyby nie Karolina z Bliżej, Grażyna z Capuccino i Marysia z Papel - ten dzień nie wyglądałby tak ładnie. bo po pierwsze - cukiernik ze mnie żaden i pyszniejszego i piękniejszego tortu w życiu nie widziałam, a już na pewno sama bym nie upiekła, nie wspominając o ptysiach i makaronikach (od początku wiedziałam, że makaroniki są numer jeden menu zaraz po torcie, a na pewno dobrze wiecie, jak trudne jest ich przygotowanie). po drugie - nie mogłam wymarzyć sobie lepszej przestrzeni na ugoszczenie naszych najbliższych. początkowo przyjęcie miało być w naszym mieszkaniu, ale wizja ponad 20 osób w niewielkim salonie spędzała mi sen z powiek i nieoceniona okazała się tu pomoc płynąca prosto z serducha i prosto z Bliżej. oprócz wnętrza mieliśmy też pyszną lemoniadę, kawę i sernik upieczony przez Karolinę. po trzecie - Marysia z Papel namalowała specjalnie dla nas te listki, które stały się spójnym elementem całej maleńkiej uroczystości. przygotowała dla nas zaproszenia i etykietki zdobiące podarki dla gości i całą tą papierową oprawę.

jeśli jeszcze nie znacie, którejś z marek - bardzo bardzo Wam wszystkie polecam!


na przyjęciu nie zabrakło też balonów ze złotym confetti i świeżych kwiatów - marzyłam o zielonych listkach i gipsówce - problematyczne okazało się kupienie zwłaszcza tej drugiej, bo większość kwiaciarni nie traktuje jej jako produktu na sprzedaż, a jedynie do dekoracji bukietów, ale jak mój mąż się postara, to wszystko jest w stanie wyczarować, dziękuję Ci!

to był dobry dzień, znów udało nam się zebrać wszystkie najbliższe nam osoby w jednym miejscu i wspólnie świętować ten rok z życia małego człowieka. jak dotrwacie do końca zdjęciowej relacji, to zobaczycie, że główny zainteresowany z nadmiaru wrażeń padł na restauracyjnej kanapie i ani myślał o powrocie do domu :))))

niedziela, 22 kwietnia 2018

sopocki młyn

jeśli zdarzyło Wam się zastanawiać, gdzie zjeść jedno z najlepszych sopockich śniadań - oto ono! skąpane w słońcu, solidnie okraszone najlepszymi składnikami i ziarenkami maku na wypieczonym rogalu, w towarzystwie kubka ciepłego kakao. lokal jest położony przy jednej z głównych ulic, choć oddalony od ścisłego centrum miasta. dla mnie to plus, bo znajduje się na granicy Sopotu i Gdyni, więc mam zwyczajnie bliżej, żeby celebrować te leniwe rodzinne poranki nad kubkiem kawy. jeśli lokalizacja Was nie skusi, to na pewno zrobi to cena, bo za 10zł dostaniecie tu śniadanie o jakim można pomarzyć. w zestawie znajduje się koszyk pieczywa lub rogal (polecam rogale! są wypiekane na miejscu, z różnymi ziarnami na wierzchu i zdecydowanie nie są małymi rogalikami, które znajdziecie w piekarni, a całkiem konkretnym rogalem, chociaż chleb razowy też robi mu konkretną konkurencję, najlepiej, więc zabrać na śniadanie kogoś ukochanego i zamówić jedno i drugie, przy okazji i past do spróbowania jest więcej), do tego zestaw trzech past do wyboru (twarożek, hummus - klasyczny i z burakiem, pasztet, dżem, domowa nutella czy masło orzechowe to tylko niektóre z kilkunastu propozycji), no i jeszcze coś ciepłego do picia - kawa z przelewu, herbata, kakao czy mleko. jeśli lubicie śniadania na słodko - spróbujcie pasty chałwowej z malinami, poziomkowej albo rafaello, jeśli na słono - hummus buraczany, pasta jajeczna albo groszkowa, pycha! my jeszcze mamy słabość do domowych racuchów z jabłkami, posypanych cukrem pudrem, są najlepsze! to oczywiście nie wszystko, bo na każdego głodomora czeka tu jajecznica, naleśniki, owsianka czy jaglanica. w ciepłe dni można przesiadywać na dworze - co też uczyniliśmy w jeden z pierwszych słonecznych kwietniowych poranków, albo wybrać jeden z poziomów piętrowej restauracji. a śniadania, to tylko jedna z części menu, które tu znajdziecie. Sopocki Młyn słynie z wyrabianych na miejscu pierogów (z boczniakami, z gorgonzolą i gruszką, z wątróbką, z twarogiem i chałwą, gotowane albo pieczone z ciasta drożdżowego, opcji jest wiele) i nie możemy się doczekać kiedy znów zrobimy sobie wycieczkę do Sopotu i spróbujemy tych pyszności!

Sopocki Młyn
al. Niepodległości 899, Sopot

środa, 18 kwietnia 2018

restaurant week - On/Off

dzisiaj ruszyła kolejna edycja festiwalu Restaurant Week, w czasie którego spróbujecie specjalnie na tę okazję przygotowanego menu degustacyjnego (co wcale nie oznacza małych degustacyjnych porcji, o czym przekonacie się oglądając dalszą część relacji) najlepszych polskich restauracji. robiąc rezerwację na stronie festiwalu, w cenie 49zł, zjecie przystawkę, danie główne oraz deser, to chyba najlepsza okazja na odwiedzenie ulubionych miejsc i spróbowanie nowych! my postanowiliśmy sprawdzić gdyńskie On/Off, położone w nowoczesnym budynku Inkubatora Przedsiębiorczości na ulicy Olimpijskiej. pierwsze zaskoczenie to wnętrze - dużo przestrzeni, wszystko spójnie urządzone w niebiesko różowej kolorystyce. drugie zaskoczenie - jedzenie, no oczywiście! po to tu przyszliśmy żeby dać się zaskoczyć i nacieszyć nasze kubki smakowe. wszystko wygląda niezwykle estetycznie, jest dużo jadalnych kwiatów, a porcje dań, co tu dużo mówić.. są ogromne! i pusty brzuch raczej nie wystarczy żeby zmieścić to wszystko. na szczęście to czego nie zmieszczą brzuchy, można zabrać w pudełku na wynos, duży plus! obsługa jest przemiła, ma czas opowiedzieć nam o daniach i o samej restauracji, a nasz syn mimo, że jest nieplanowanym gościem, to spotykamy się z bardzo miłym przyjęciem i jest to naprawdę bardzo cenne.

ale przejdźmy do rzeczy.. a raczej do talerzy!

na przystawkę krem warzywny z chipsami z jarmużu i grzanką z kaszubskiego chleba, intensywnie pomidorowy i wyrazisty. w drugim menu wątróbka duszona w winie, z orzeszkami ziemnymi i warzywami. widok talerza zaskakuje, bo tak podanej wątróbki na pewno jeszcze nie zdarzyło Wam się zjeść! są winogrona i płatki kwiatów, a wszystko wygląda naprawdę imponująco - o ile to odpowiednie określenie, by mówić o talerzach.

na danie główne filet z sandacza w pomarańczach, pyszne kremowe puree pietruszkowe i groszkowe oraz sałatka. a na talerzu obok żeberka z dzika w sosie Jack Daniels i smażone kopytka, do tego flambirowane warzywa. zarówno ryba, jak i mięso pyszne, choć oczywiście podane w takich porcjach, którym chyba nie da rady największy głodomor. zaskoczyć Was mogą kopytka, bo chociaż wydają się zwyczajnym daniem, to te w On/Off przygotowywane są inaczej niż te klasyczne - smaży się je na surowo, bez wcześniejszego gotowania. nie pytajcie ile to ma kalorii!

wisienką na torcie są desery. chociaż torcik to jest akurat z kaszy gryczanej, podany z lodami z buraków. ja uwielbiam takie nieoczywiste połączenia, więc na kaszę gryczaną w słodkim cieście i buraki w lodach zawsze zareaguję z entuzjazmem. w drugim menu polska panna cotta, czyli kasza manna z białą czekoladą i sosem truskawkowo - rabarbarowym i wanilią.

jeśli lubicie polską kuchnię, to to menu na pewno jest dla Was. klasyczne smaki zyskały tu pyszne dodatki i nieoczywiste połączenia. dajcie się zaskoczyć i spotkajcie się przy stole!

menu 1
Wątróbka duszona w czerwonym winie na sałacie z orzeszkami ziemnymi, agrestem i warzywami 
Żeberka z dzika w sosie Jack Daniels, warzywa flambirowane z jałowcem, smażone kopytka 
Polska panna cotta - kasza manna, biała czekolada, słony karmel, sos truskawkowo-rabarbarowy z wanilią 

menu 2
Krem z pieczonych pomidorów i warzyw z chipsem z jarmużu i grzanką z kaszubskiego chleba na ziemniakach 
Filet z sandacza marynowany w pomarańczach i ziołach, puree z pietruszki, puree z groszku, sos z chilli i pomarańczy, wiosenna sałatka
Czekoladowy torcik z kaszy gryczanej, lody z buraków

listę restauracji biorących udział w festiwalu oraz możliwość rezerwacji stolików znajdziecie na stronie Restaurant Week.

wtorek, 17 kwietnia 2018

restaurant week - taverna zante

bardzo często znajduję w mojej skrzynce pytanie o to, gdzie zjeść w Trójmieście, gdzie wybrać się na rybę, na kawę, na obiad, na lody. a już jutro rusza wiosenna edycja festiwalu najlepszych restauracji RESTAURANT WEEK i nie mogłabym nie polecić Wam wzięcia w nim udziału! za 49zł zjecie przystawkę, danie główne i deser w jednej z kilkudziesięciu restauracji w całej Polsce.

na pierwszy ogień kuchnia grecka i gdyńska Taverna Zante, którą miałam przyjemność odwiedzić wczoraj na kolacji ambasadorskiej. Zante poznałam przy okazji poprzedniej edycji festiwalu i do dziś wspominam pyszny sernik chałwowy i przyjemny klimat tego miejsca. i tym razem grecka podróż widelcem po talerzu okazała się pysznym doświadczeniem. kolorowe przystawki, z oliwkami i halloumi na czele, ryba w sezamie lub klopsiki kofta, przesłodka baklava.. jeśli nie mieliście jeszcze okazji poznać kuchni greckiej - to idealny moment na jej spróbowanie. a jeśli już ją znacie i lubicie - tym bardziej nie będziecie zawiedzeni.

menu 1
BANKÉTA ME ÉLIES grzanka z tapenadą z greckich oliwek Kalamata / pikantny chips z salami
KOFTA SHAKSHUKA domowe klopsiki kofta z baraniną zapiekane w lekko pikantnym sosie shakshuka z pomidorami i papryką / grillowany ser halloumi / świeża kolendra / pita
BAKLAVA tradycyjny grecki deser - ciasto filo przekładane orzechami z miodem

menu 2
KOLOKYTHI ME MÉNTA placki z cukinii z nutą chili / grecki dipem z sera feta, mięty i jogurtu
PSARI ME SOUSAMI filet z pstrąga pieczony w sezamie / soczewica z żółtą papryką / świeża salsa z ogórka, limonki i mięty
BAKLAVA tradycyjny grecki deser - ciasto filo przekładane orzechami z miodem

Taverna Zante

Gdynia, ul. Władysława IV 49a

listę wszystkich restauracji biorących udział w festiwalu oraz możliwość rezerwacji znajdziecie na stronie Restaurant Week, do zobaczenia przy stole!

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

wiosna nad morzem

marzyłam o takiej wiośnie już rok temu. o długich nadmorskich spacerach z wózkiem, o dniach mijających leniwie na pokonywaniu kolejnych kilometrów spacerowym tempem. ale rzeczywistość brutalnie minęła się z moimi wyobrażeniami i mały człowiek nie podzielał mojego entuzjazmu do długiego leżenia w wózku, a ja każdy dalszy spacer traktowałam jak niezłe wyzwanie i loterię pod tytułem - obudzi się? nie obudzi? będzie płakać głośno? czy głośniej? finalnie wolałam zostać w okolicy domu, żeby w razie uaktywnienia syreny alarmowej w postaci płaczu szybko wrócić do domu. owszem, jak zrobiło się cieplej i przełamałam swoją barierę do karmienia w terenie, to spacery się zdarzały, ale wciąż w głowie miałam wizję tego płaczu w autobusie i mój komfort psychiczny zdawał się tutaj wygrywać z chęcią morza na wyciągnięcie ręki. ale teraz jest już zupełnie inaczej, o poranku pakujemy plecak, po drodze kupujemy owocowy koktajl albo kubek ciepłej kawy i nareszcie możemy spokojnie spacerować, odkrywać świat, brudzić kolana w nadmorskim piasku, spać na świeżym powietrzu pod musztardowym kocem i oddychać jodem. marzyłam o tym! super synku, że Cię mam! i że możemy razem przesiadywać na marinie z pudełkiem sałatki pół ranka i oglądać łódki.

środa, 11 kwietnia 2018

główna osobowa

nie sądziłam, że nim napiszę tu o Głównej Osobowej, okaże się, że właśnie przestała istnieć. pewnie nie tylko dla mnie niespodzianką było zamknięcie lokalu po trzech latach działania i mnóstwie pozytywnych opinii - zarówno o kuchni, jak i wystroju i klimacie tego miejsca. pora na nowe! niedługo w tym miejscu powstanie Neon Streetfod bar, z szefem kuchni Janem Kilańskim, który szaleje ostatnio w kuchni polsatowskiego TopChefa. pozostaje nam więc miłe wspomnienie pysznej ryby i mięsa i groszkowej lemoniady, która mi niestety nie przypadła do gustu (choć uwielbiam eksperymenty i z radością zareagowałam na tą pozycję w karcie) i kilka letnich obrazków z przepełnionej słońcem Osobowej i jej ogródka. Szkoda! Ale apetyt na nowe jest wielki!

piątek, 16 marca 2018

1 urodziny

słowa maja dziś zapach maślanych ciasteczek posypanych cukrem pudrem i maczanych w ciepłym mleku. zupełnie jak chłopiec, którego rok temu o 7.36 zobaczyłam po raz pierwszy. teraz miało być tkliwe i nostalgicznie, ale popatrzyłam na te małe kochane łapki i skasowałam wszystko co napisałam. zastanawiam się tylko jak mogło go nie być? tego gugania od 6 rano, tych zachwytów nad każdym uśmiechem, przewrotem, tego płaczu, ciągania za włosy, tulenia i całusów w czoło. rozrzuconych zabawek, nadmorskich spacerów, niedośnionych snów. no nie mogło, teraz jest najlepiej! Kocham Cię, synku!

czwartek, 8 marca 2018

ekocuda w gdańsku!

kosmetyczny minimalizm jest mi ostatnio bardzo bliski. odkąd zaczęłam używać naturalnych olejków do twarzy i ciała polubiłam codzienne nawilżanie (a do tej pory z kremami było mi raczej nie po drodze), to może już ten wiek, bo do trzydziestki coraz bliżej, ale naprawdę sprawia mi frajdę widok tych kilku buteleczek na łazienkowej półce. ucieszyłam się więc na wiadomość o kolejnej edycji festiwalu Ekocuda, która odbędzie się w marcu w Gdańsku. no i jeśli o cudach mowa, to tych kosmetycznych znajdziecie tam naprawdę wiele! co i rusz na stronie festiwalu pojawiają się nowe marki, które wezmą udział w wydarzeniu. będzie można wąchać, smarować, wklepywać i testować, a później ulubione fioli i pudełka zabrać do domu. będą warsztaty i wykłady, ale przede wszystkim będzie można zasięgnąć porad specjalistów na temat pielęgnacji i zdrowia. i co istotne - aby na własnej skórze przekonać się o dobroci tych ekologicznych cudów nie potrzeba żadnych wcześniejszych zapisów, a wstęp na wydarzenie jest bezpłatny.

17 i 18 marca, Centrum Stoczni Gdańskiej

więcej informacji znajdziecie na stronach: ekocuda * fb * instagram

wtorek, 6 marca 2018

marzec `18

marzec nigdy nie był moim ulubionym miesiącem. ot jeden z dwunastu innych, bez żadnych specjalnych okazji, chyba tylko pierwszy dzień wiosny sprawiał, że chciało się trochę na niego czekać i choć trochę go lubić. ostatnio jednak co krok wracam do zeszłorocznego marca z niejedną ciepłą myślą. dokładnie w dzień kobiet trafiłam do szpitala, zostając tam już do porodu i zostawiając z żalem wielki bukiet żółtych tulipanów na kuchennym blacie. mam nadzieję, że w tym roku ósmy marca okaże się bardziej łaskawy, bo to że marzec będzie wyjątkowy.. to wiem na pewno. za dziesięć dni pierwsze urodziny chłopca!

sobota, 24 lutego 2018

by the way

weekendy i przyjaciele są po to, żeby czasem zjeść takie pyszne śniadanie w południe. i odkrywać nowe miejsca, które od dawna kusiły smakami podglądanymi na internetowych zdjęciach. deszczowa sobota miała w końcu swój poranny finał przy bajglu z jajkiem w koszulce i wędzonym łososiu i przy jajecznicy z bekonem. i pysznej kawie. jeśli szukacie miejsca, w którym złapiecie pyszne momenty, to właśnie tu. poranki są spokojne, jajko w koszulce idealne, bajgiel chrupiący, a rozmowy przy kawie ciągną się nieprzyzwoicie długo. kolejne gdyńskie miejsce, które śmiało mogę dopisać do listy najpyszniejszych!

piątek, 16 lutego 2018

11 miesięcy

wieczory są teraz podejrzanie krótkie, czasem mam ochotę schować się pod kołdrą tuż po dobranocce (pewnie dzięki temu, że telewizja polska już wcale nie ma w swoim programie dobranocki - to udaje mi się dotrwać do 22, ale tez nie zawsze..). za to dni zaczynają się bardzo wcześnie i dają dużo godzin i dużo minut na przytulanie, całowanie w policzek lewy i w prawy, głaskanie tuż przed drzemką i gapienie się w te rumiane poliki, gdy zaśnie. a ta ciekawość świata (i smaku absolutnie wszystkiego) to najwspanialsza codzienność jaka mogła mi się przytrafić. dziękuje, dobranoc, odmeldowuje się w stronę kołdry.

środa, 7 lutego 2018

luty

kocham te poranki. ciepłą kawę, resztki snów na powiekach i te niedośnione, które trzeba zostawić pod poduszką. porcje miłości i śmiechu jeszcze przed śniadaniem.

wtorek, 23 stycznia 2018

hebda i kosmetyki z natury

rzeczy, za którymi stoi pasja zawsze się obronią. jakością, zapachem, działaniem, sercem włożonym do ich przygotowania. znacie dziewczynę, która kręci kosmetyki? Klaudyna na ziołach zna się jak mało kto, prowadzi swój sklepik, wydała książkę, ciągle się szkoli za granicą i dzieli wiedzą z każdym kto choć trochę ma ochotę posłuchać o naturze. zazdroszczę jej tej pozytywnej energii, podziwiam za wiedzę i naturalność która aż od niej bije. no i uwielbiam za ten kawowy peeling i ziołową sól do kąpieli, które stworzyła. jeśli jeszcze nie znacie @klaudyna.hebda, to bardzo bardzo polecam!