środa, 13 grudnia 2017

światełka, zwierzaki, zimowe małe rzeczy

są pewne małe rzeczy dzięki którym da się tę zimę choć trochę pokochać. hej grudzień, cześć ciepłe swetry, migdałowo cynamonowe mydło, pachnące świece, gdy za oknem szarość. i ulubione zwierzaki od yope na każdą porę roku. nawet jeśli nie ma u nas ani okruszka śniegu, to grudniowe dni rządzą się swoimi prawami.. są kolorowe skarpety, ciepłe rękawiczki, był weekend za miastem. fajnie jest! urlop macierzyński to taki wspaniały czas, bo chociaż wcale nie da się spać do 9 i robić wyłącznie tego co by się chciało, bo mały człowiek ma swoje nastroje, swoje potrzeby i swoje wszystko i większość czasu to jednak opiekowanie się nim, ale cieszę się jak nigdy, że możemy te dni spędzać tak niespiesznie. celebrować każdy promyk słońca, każdy leniwy poranek i wieczór przy pachnących świecach i światełkach na choince (tak, tak, wczoraj pojawiła się i ona ku uciesze małych i dużych domowników). mam wrażenie, że to chwile nie do powtórzenie, dlatego tak mocno chcę je schować w sercu.

poniedziałek, 11 grudnia 2017

skład prosty

co zrobić żeby chmurny poniedziałek stał się choć trochę bardziej znośny? bez ubierania ciepłej czapy i bez wystawiania nosa na ten ziąb? wystarczy rozgościć się w wirtualnym Składzie Prostym, wybrać najładniejsze pachnące pudełka, a później cieszyć się jak dziecko, bo to naprawdę same cuda. cukrowy peeling od Hagi, w którym schowała się gałka muszkatołowa i cynamon - idealny na ten zimowy czas, pięknie pachnący i uprzyjemniający kąpiel jak nic innego. cudowna nawilżająca pomada do ciała, na suche łokcie, dłonie, czasem nawet i usta. woda różana, która przyjemnie odświeża, kojący balsam do ust od Resibo - sprawia, że mam jeszcze większą ochotę spróbować reszty ich kosmetyków. i jeszcze krem pod oczy Make me bio. wszystko napakowane naturalnymi składnikami i wszystko polskich marek. czy tylko mnie cieszą takie słodkie pachnące pudełka? pudełka pełne dobra, do otulenia w te zimne dni, poprawiacze zmarzniętego nastroju. zapakowane w zimowy kartonik i opatrzone pełną ciepłych słów pocztówką. lubię takie małe sklepiki do sprawiania nam radości. a jeśli jeszcze nie znacie Alicji i jej Składu Prostego to koniecznie zajrzyjcie tam po porządną dawkę kosmetycznych inspiracji, przyda się zwłaszcza teraz przed świętami.
 

piątek, 1 grudnia 2017

grudzień, kalendarz, miłość

jesteśmy gotowi na grudzień. na mróz i śnieg. mamy dużo miłości upchanej w każdej kieszeni, cynamon i światełka wyciągnięte z dna szuflady. a mały chłopiec pomagał mi wczoraj zapakować nasz pierwszy adwentowy kalendarz, najpiękniejszy. napisać, że rozczulają mnie te małe łapki, z tymi dołeczkami.. to mało. i że nigdy tak mocno nie czekałam na grudzień. no może wtedy, kiedy sama byłam dzieckiem. bycie mamą uczy pokory, wymaga kilogramów cierpliwości, ale daje te małe momenty, te piękne, spokojne, opatrzone światełkami, szarym papierem i uśmiechem małego człowieka. nasz kalendarz już czeka na półce na pierwszy grudniowy piątek. to chyba będzie jeden z moich ulubionych wspólnych miesięcy.

środa, 22 listopada 2017

trufla. same dobre rzeczy

to książka, na którą najbardziej czekałam tej jesieni. jej autorka jest skarbnicą wrażliwości i prawdy, o którą nie zawsze łatwo w dzisiejszej codzienności.. potrafi znajdować radość w wizycie na targu, kawie z ukochaną babcią i w ciepłej piętce chleba z masłem. czasem jej zazdroszczę, że tak potrafi, że niczego nie udaje, że jest tak bardzo prawdziwa i jest w tym wszystkim szalenie piękna. Patrycja, to dzięki Tobie wiele lat temu po raz pierwszy pomalowałam usta na czerwono:)) gratuluję Ci bardzo, bo to wyjątkowe kartki papieru i przepisy, z którymi chce się biec do kuchni. a Was zachęcam do lubienia, czytania i cieszenia się z małych rzeczy, zupełnie tak jak ona.

w książce znajdziecie pasty, granole, naleśniki i inne pyszne śniadania. na obiad lub kolację pesto i sałatki, domowy makaron, curry czy łososia w różnych odsłonach. jest coś dla łasuchów, czyli słodkie desery. śliwki w cynamonowym maśle, a może trufle z chilli? na koniec jeszcze kilka receptur na przetwory i napoje. jest wyjątkowo, domowo, są piękne zdjęcia, pełne miłości i wrażliwości. jeśli domowa kuchnia jest Wam bliska i chcecie czytając poczuć się jak u babci.. to koniecznie dołączcie tę książkę do swojej biblioteczki. ukoi zmarznięte jesienią myśli.

a jeśli macie ochotę poznać tę pełną wrażliwości autorkę, to wydawnictwo Buchmann 29 listopada o godzinie 18 organizuje spotkanie autorskie. Patrycję znajdziecie w Księgarni Świat Książki w warszawskiej Hali Koszyki.

czwartek, 16 listopada 2017

8

czasem sobie myślę, że na podsumowanie kolejnego miesiąca, to już mi zabraknie słów. no bo ile można się zachwycać, pisać, że się kocha, że jest pięknie i że trudno. a no można. kolejny wspólny miesiąc to dodatkowe dekagramy miłości, strachu, płaczu i uśmiechów. mały chłopiec siedzi, raczkuje, wspina się na meble (mam przez niego zawał jakieś 70 razy dziennie), ma dwa zęby. każdego dnia mnie zaskakuje. i kocham go jak stąd do kosmosu. chyba że da się bardziej, to wtedy tak. i miesiąc miesiąc do znudzenia mam ochotę o tym napisać. nawet jeśli czasem jest źle, jestem zmęczona, niewyspana, sfrustrowana, sama ze swoimi problemami, nawet wtedy nie zamieniłabym się na inną codzienność, bez niego. bez tych spacerów z wózkiem pod górkę, bez bałaganu na dywanie, idealnie przespanych nocy. razem jest lepiej.

wtorek, 7 listopada 2017

rosse rosse

lubię moje miasto za takie klimatyczne kawałki. beton, pastelowe filiżanki, słodkie ciastka, różowe fotele i kawę. za popołudnia z jesiennym słońcem zza wielkiej szyby, w dużych ilościach. za siostrzane pogaduchy przed obiadem.

w gdyńskim Rosse Rosse aż roi się od ładnego designu. z metalowymi krzesłami, stylową niebieską kanapą, betonem na ścianach i pluszem na miękkich różowych fotelach. jest stylowo i nowocześnie. i są pyszne ciastka od UMAM, małe słodkie dzieła sztuki w wyjątkowych kształtach i smakach. i kawa w takich okolicznościach to duża przyjemność.

niedziela, 5 listopada 2017

f.minga

są takie miejsca, które potrafią skraść niejedno wspomnienie. i te dobre i te złe. i o ile o tych drugich lepiej nie myśleć w nadmiarze, to te pierwsze malują na buzi przyjemny półokrąg. i taki właśnie namalował się ostatnio na mojej, gdy w środowe chmurne i wietrzne, ale wciąż w miarę ciepłe jesienne popołudnie, siedzieliśmy w gdyńskiej F.Minga. uwielbiam to, że nasze bycie we trójkę nie ogranicza naszych wyjść, wypitych na mieście kaw i kawałków zjedzonego ciasta, a jeśli nawet to tylko trochę i w taki sposób, że nie brakuje tego mocno. a wspomnienie od półokręgu na buzi, to jedna z naszych pierwszych randek. właśnie tutaj, przy wysokim stoliku z widokiem na morze, z ciepłą szarlotką z lodami i filiżanką.. kawy albo herbaty. nie mam pojęcia o czym wtedy rozmawialiśmy, ale od tamtej pory to miejsce kojarzy mi się dobrze, przytulnie. tutaj nadmorski wiatr cichnie, a odczarowanie listopada idzie jakoś prościej. z dużym kawałkiem gorącej szarlotki albo słodkiego brownie i kawą z mleczną pianą i najlepszym możliwym widokiem. jesień jest przyjemna w takim miejscu, które ociepla zamarznięte jesienną aurą myśli. i które w okruszkach ciasta strzepniętych na podłogę ma niejedno dobre wspomnienie.

przy okazji gdyńskich spacerów wzdłuż plaży nie można pominąć tego miejsca.

piątek, 3 listopada 2017

make my wonderland, panna lola i luis timm

ostatnio do mojej wirtualnej skrzynki wpadła krótka wiadomość "co powiecie na rodzinne spotkanie? właśnie na spontanie stwierdziliśmy że jedziemy nad morze." rodzinne spotkanie? z kimś kogo nigdy się jeszcze nie widziało? z kimś kto jedzie 700 kilometrów z gór nad morze i ma ochotę się z nami zobaczyć? no jasne. nasze kieszenie były wypchane niepewnością, bo przecież może okazać się, że nie potrafimy ze sobą rozmawiać, a internet to nie to samo co kubki ciepłej herbaty w nadmorskiej kawiarni. ale poszliśmy. razem z nami Panna Lola (i jej uroczy pies - Kora, a później jeszcze chłopak), która też zresztą jest takim naszym wirtualnym dobrym duchem, który postanowił zmienić swoje życie i przeprowadzić się nad morze - od tamtej pory widzieliśmy się już kilka razy i to na pewno nie koniec. idziemy, zabieramy pudełko pełne miodów, odrobinę strachu i całe morze ciekawości. i jest najpiękniej. rozmowy same się sklejają w zdania, a uśmiechów i uścisków nie zliczę, bo nie potrafię. i dlaczego piszę o tym dopiero dwa tygodnie po spotkaniu? bo czasem brakuje słów, tak zwyczajnie. dobre emocje plotą warkocze z radością i zwyczajnym codziennym szczęściem, a my uwielbiamy ich szukać w takich właśnie spotkaniach, rozmowach i uściskach. internet nie kłamie - Kasia, Remik, Gucio i Panna Lola z Korą i Kamilem, to najpiękniejsze co nas mogło tego wieczoru spotkać.

u Kasi - Make My Wonderland - naszej ulubionej górskiej czarodziejki, znajdziecie te piękne ręcznie malowane kubki i doniczki
u Remika, czyli Luisa Timma - "Proste rzeczy o rodzicielstwie", czyli książkę dla mężczyzn, którą powinna przeczytać każda kobieta
a u Panny Loli kalendarz na nowy rok i królicze ilustracje

a u nich wszystkich szukajcie morza miłości, wrażliwości i dobrej energii, którą potrafią dzielić się jak nikt inny.

kochani, dziękujemy, że jesteście!

wtorek, 31 października 2017

pélican

mam ostatnio szczęście do pięknych miejsc. a w Trójmieście ich nie brakuje. zaraz obok morza, ulubionej mariny pełnej wiatru i fal odbijających się od zacumowanych jachtów, kilku wydeptanych leśnych ścieżek.. są też miejsca, w których dobrze jest na chwilę zwolnić, złapać oddech, wypić ciepły napar i lemoniadę, zjeść przepyszne krewetki i dużą porcję bezy na deser. jest najmilej, gdy czas ucieka w takich przytulnych wnętrzach - pełnych ciepłego światła, niebieskich poduszek zawieszonych na oparciu kanapy, z pysznym jedzeniem, przyjemną muzyką i bliską osobą u boku (a nawet dwoma, bo bez małych stópek ciężko się ostatnio ruszyć z domu na dłużej). słowo daję, że można spędzić tak pół dnia. zwłaszcza, gdy jest tak pysznie, a uśmiechnięta kelnerka mówi, że poduszki już przecież są i ona jeszcze może przynieść koc. no kto by nie chciał takiej drzemki po takim obiedzie! przy okazji takiego słodkiego leniuchowania (bo niektórzy lubią sobie zasnąć w porze deseru, najlepiej u mamy na rękach) pomyślałam sobie, że pierwsze wrażenie liczy się nie tylko w miłości i w kwestii tego miejsca było bardziej niż dobre. każdy esteta znajdzie tu coś czym nacieszy oko. świeże kwiaty na stoliku, duża ściana luster, faktura marmurowych stolików, kredowy filar, widok z okna na sopocki monciak, ładna karta, papierowe podkładki, wszystko jest tu spójne i wszystko do siebie pasuje. a ja uwielbiam, gdy tak jest. i jeśli będziecie w Sopocie, to koniecznie zajrzyjcie do Pelicana. najlepiej na dłużej niż chwilę. ale jeśli nawet na szybką kawę i ciastko to też warto. ja wrócę na krewetki i rybę, bo nigdy nie jadłam tak dobrych. i na matcha latte, bo coś jest w tych mlecznych zielonych filiżankach. a samo miejsce na pewno wpisuję na listę 'gdzie zjeść w Trójmieście', bo często słyszę to pytanie. na rodzinny obiad (dziecioprzyjazne lokale z oczywistych względów są mi ostatnio najbliższe), kolację ze znajomymi, ale i na biznesowy lunch to miejsce idealne.


piątek, 27 października 2017

5 składników / jamie oliver

czy Jamiego trzeba komuś zachwalać? jego albo się lubi albo.. czy można nie lubić przepisów Jamiego? spośród jego wszystkich receptur każdy znajdzie coś dla siebie, jestem pewna. a jego najnowsza książka idealnie trafia w czas, którego nie mam zbyt wiele na stanie przy garach, ale wciąż chcę czerpać przyjemność z codziennych rodzinnych obiadów, przekąsek i deserów. 5 składników, niewiele czasu, wiele smaku, ja w to wchodzę! są słodkości (ryżowy pudding z mango albo mrożony sernik banoffee? brzmi pysznie, prawda?), makarony, sałatki, jajka, są mięsa i warzywa (szybkie curry szpinakowe, zachwycające buraczki z dressingiem i pikantny pieczony kalafior to moi faworyci). wszystko w ładnej oprawie estetycznych fotografii - pięć składników tuż obok przepisu plus zdjęcie gotowej potrawy. ładnie jest. mam ochotę na taką jesień w kuchni, kolorową, pyszną, rozgrzewającą i prostą.

sobota, 21 października 2017

fedde bistro

jeśli szukać małych dzieł sztuki na talerzu, to na pewno tu. chyba się nie spodziewałam, że może być tak ładnie, tak pysznie i w tak przyjemnej atmosferze. gdyńskie Fedde odwiedziłam już kiedyś i bardzo ciepło myślałam o tym miejscu, ale to co zastałam tam tym razem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. nie będzie przesadą jeśli napiszę, że było to jedno z moich najlepszych kulinarnych doświadczeń. wyjątkowo piękne wnętrze, przemyślane menu, pyszne dania, które wyglądają tak, że aż szkoda wbijać widelec i obsługa, z którą można zamienić słowo, tak zupełnie zwyczajnie i miło. dzięki Restaurant week mogłam na nowo odkrywać to co kiedyś sprawiało mi dużo radości. smakowanie, próbowanie i łapanie kulinarnych obrazków w kadrze. rety, jak ja to lubię! a jak bardzo ostatnio nie miałam do tego głowy ani czasu. i jak bardzo miałam obawy, że z niemowlakiem to już się tak nie da. da się! a kochane ciekawskie rączki to tylko dodatkowy pretekst do ładnych zdjęć między talerzami.

poniedziałek, 16 października 2017

7

dzisiaj mija siedem miesięcy odkąd jesteśmy razem. nie wiem jak to działa, że nagle w dalekie szufladki pamięci odłożyłam cały ból (o jak to cholernie bolało) i strach (przez kilka miesięcy ciąży i leżenia w łóżku, to właśnie on był moim najwierniejszym towarzyszem i opuszczał mnie tylko na bardzo krótkie momenty) i myśl o tym jak bardzo i jak okrutnie długo męczyłam się z mdłościami i codziennymi wymiotami. i jak teraz wszystkie te szufladki wypełnia miłość. najprawdziwsza, najszczersza. i ta miłość nie jest taka landrynkowa, nie ma koloru piwoniowego różu. nie. ona jest różna, czasem uśmiechnięta, czasem zapłakana, ona czasem ma dość, a czasem aż ją nosi ze szczęścia. ta miłość sprawia, że każdej nocy ma się siły na nocne pobudki, a nawet jak się nie ma, to i tak się wstaje. to ona sprawia, że ponad wieczorne towarzyskie atrakcje wybiera się głośny śmiech dziecka, kąpiel z bąbelkami i tulenie do snu. ta miłość ma niebieskie oczy, najkochańsze stópki świata i podobno "cały z niego tata". jak to dobrze, że możemy odkrywać świat razem. i szukać uśmiechu w prostych rzeczach. kocham cię, synku.

niedziela, 15 października 2017

restaurant week - bliżej

lubię wracać do miejsc, w których dobre jedzenie spotyka się z przyjemną atmosferą, uśmiechniętą obsługą i pyszną lemoniadą. i równie mocno jak te sprawdzone - lubię nowe smaki. a najlepszą okazją żeby ich spróbować i zabrać męża (lub inną równie miłą nam osobę) na dobry obiad z przystawką i deserem zdecydowanie jest Restaurant Week. za chwilę rusza kolejna edycja tego pysznego festiwalu - w bardzo atrakcyjnych cenach, w wybranych lokalach spróbujemy autorskich dań i nacieszymy kubki smakowe rozkosznymi deserami. może być romantyczna kolacja, może być zupełnie niezobowiązujący niedzielny obiad (ta opcja u nas wygrała). pewne jest, że zawsze będzie pysznie, jeśli tylko pozwolimy dać się zaskoczyć.