czwartek, 20 lipca 2017

spacery nadmorskie

najmilsze są teraz spacery nadmorskie. prawie zawsze za krótkie, bo chciałoby się jeszcze i jeszcze. są spacery pełne snów i te gdy świat ogląda się zza chusty zawiązanej na ramionach taty. są spacery lodowe, o smaku winogron i kasztanów. ale zawsze są spacery przyjemne, ciepłe, nawet jeśli wiatr od morza.

niedziela, 16 lipca 2017

jesteśmy monotematyczni, jesteśmy szczęśliwi

jeszcze więcej nieprzespanych nocy i jeszcze więcej miłości. zwłaszcza wtedy, gdy wydaje mi się, że więcej się już nie da. daje się codziennie. to cztery miesiące o zapachu maślanych ciasteczek posypanych cukrem pudrem, tak mi pachnie ten niemowlęcy czas. i chyba tak właśnie pachną marzenia. puchate i słodkie, ciepłe od nagrzanych słońcem myśli. dobrze nam w kokonie swojej własnej szczęśliwości. nawet jeśli codzienność bywa smutniejsza niż by się chciało, to jest on - mały człowiek, do którego można się mocno przytulić i który z powodzeniem przegania wszelki troski. nawet jeśli trwa to tylko chwilę - to i tak jest najcudowniejsze.

czwartek, 13 lipca 2017

papierowe obrazki

ciągle sobie obiecuję, że będę systematycznie wywoływać zdjęcia, a później wychodzi jak zwykle i gdy się już zbiorę za wybieranie najładniejszych obrazków, to okazuje się, że nazbierało się ich co najmniej 500. ale i tak nic nie zastąpi tych papierowych momentów, które można oglądać bez końca. tyle dobrych chwil!

piątek, 7 lipca 2017

w mieście z morza

łapię się na morskiej monotematyczności praktycznie codziennie. ale to chyba choroba, która dopada każdego kto zamieszka nad morzem. i chociaż to już 9 lat, to ja wciąż nie mogę się nacieszyć. lubię każdy moment, który związany jest z morzem, nawet jeśli to tylko kolejne ubranko dla syna z printem granatowych kotwic albo kocyk w wieloryby. a przesiadywanie z kubkiem kawy na gdyńskiej marinie to wciąż jedna z moich najulubieńszych miejskich atrakcji. no i czekanie na bose stopy w rozgrzanym piasku zawsze sprawia mi radość. jak to cudownie być w mieście z marzeń i morza!

piątek, 16 czerwca 2017

3

3 miesiące spełniania marzenia o byciu mamą. trochę niewyspania, trochę mniej towarzyskich atrakcji i zmęczenie, którego za żadne skarby nie zamieni się na nic innego. pierwsze świadome uśmiechy małego człowieka. miłość.

wtorek, 13 czerwca 2017

kontrasty i bare hood

kontrasty bywają potrzebne. szczególnie w życiu małego człowieka, który początkowo dostrzega niewiele więcej. wystarcza mu minimalizm bieli i czerni. dlatego tak bardzo zakochaliśmy się w tej książeczce pełnej niespodzianek - szeleszczących i piszczących elementów, różnych faktur materiału, odstających uszu królika i kółek, które będą doskonałe do trzymania przez małe rączki. i to co najlepsze - personalizacja. mam nadzieję, że gdy chłopiec dorośnie, będzie z tym przyjemnym sentymentem spoglądał na książeczkę ze swoim imieniem. polecam Wam BARE HOOD z całego serca!

niedziela, 11 czerwca 2017

bliżej

moje ulubione trójmiejskie miejsce. wielkie okna z widokiem na miasto, pyszne jedzenie, wygodne poduchy na kanapach, zawsze przemiła obsługa i właścicielka, która za każdym razem wita nas wielkim uśmiechem. ciągle tam wracam. na najlepsze na świecie frytki z marchewki, na burgery z kurczakiem i porowo marchewkowym plackiem lub na te z łososiem, na lemoniadę w słoikach i na okrutnie pyszny sernik z ciepłą czekoladą. zdobyli moje serce, gdy mieszkałam dwa kroki od Placu Kaszubskiego i wpadałam czasem z chłopakiem na jajecznicę rano albo na lunch w południe. i ten sam chłopak stał się moim mężem, a na naszym weselu bawiliśmy się właśnie tu, w Bliżej. i od tamtej pory tak już jesteśmy blisko. jak będziecie w Trójmieście to koniecznie tam zajrzyjcie!

poniedziałek, 5 czerwca 2017

3 książki na wiosnę

czasu na czytanie jest teraz jak na lekarstwo. ale i tak nie potrafię przejść obojętnie obok kolejnych pięknych książkowych wydań. "leśna szkoła dla każdego" przypomina mi czasy harcerstwa, kiedy biegałam po lesie, rysowałam patykami po ścieżkach w czasie podchodów, zdobywałam sprawności i cudowne przyjaźnie. najmilej jest przypomnieć sobie ten beztroski czas i pomyśleć, że jeszcze chwila nim własne dziecko dorośnie i będzie można znów samemu poczuć się jak kilkulatek wykonując z nim zadania i zabawy z tej książki. oj będzie się działo! "rzecz o ptakach" narobiła dużo szumu w social mediach, trzeba przyznać, że wydawnictwo miało dobry patent na reklamę, bo patrząc na wszystkie piękne zdjęcia tej książki też chciało się mieć swój egzemplarz i dowiedzieć się o tych wszystkich ptasich ciekawostkach. ostatnie "beauty & food" to kartki pełne pysznych receptur i pięknych zdjęć. mogłaby być to kolejna książka z przepisami, ale naprawdę przyjemnie się do niej zagląda. lubię te moje wiosenne czytanki, trampki w kwiaty, hiacynty i zimne kubki herbaty (bo za oknem jest już tak ciepło, że nie ma potrzeby dogrzewania się taką gorącą z miodem).

czwartek, 1 czerwca 2017

dzień dziecka

po pierwszym dniu mamy przyszła pora na pierwszy dzień dziecka. z wietrznym spacerem i ogromną porcją tulenia (jak co dzień). chciałabym dać temu chłopcu wszystko to co najlepsze. chciałabym aby miał szczęśliwe dzieciństwo, beztroskie. pełne cukrowej waty, skakania po kałużach, spacerów po lesie i miłości. i zrobię wszystko aby tak było.

środa, 31 maja 2017

malinowy polaroid i inne papierowe ryby

malinowy instax znów poszedł w ruch. kupiłam 3 opakowania filmów i choć to tylko 30 papierowych obrazków, to cieszę się na każdy z nich. fotografuję kolejne tygodnie życia mojego syna i inne krótkie momenty, już zdążyłam zapomnieć jakie to przyjemne! jest pudrowo różowe opakowanie herbacianego kremu, ulubionego. i obrazki nad łóżkiem, które kilka miesięcy temu podarowała mi Marzena z MadeforHome. takie fajne rzeczy się czasem przytrafiają!

wtorek, 30 maja 2017

morze w pościeli

nasze poranne historie zaczynają się w pościeli. są niespieszne i wypełnione uśmiechami małego chłopca, takimi pierwszymi, nieśmiałymi. małe stópki chowam pod kołdrę i nacieszam się tymi chwilami, gdy nigdzie nie musimy się spieszyć.

poniedziałek, 29 maja 2017

otulanie i baśniowy miś polarny

małe rzeczy umilają naszą codzienność. proste i piękne. układamy je na półkach lub chowamy do szuflady, składamy w kosteczkę albo codziennie kładziemy na brzegu łóżka. małe rzeczy są przytulne i ładne. jestem nieprzyzwoicie mocno zauroczona tymi wszystkimi niemowlęcymi skarbami, wzorami i miękkością. kołderką w roślinne motywy, haftowanym klasycznym albumem na zdjęcia, drewnianym proporczykiem i ostatnim ulubionym - bambusowym otulaczem z polarnym misiem i gwiezdnymi konstelacjami. lista tych ulubionych wciąż jest jeszcze niezamknięta, bo niemal codziennie znajduje coś nowego co koniecznie chciałoby się dołączyć do tej dziecięcej kolekcji. ja przepadłam. i jeśli miałabym wybrać jedną ulubioną rzecz z wyprawki małego chłopca, to pewnie byłyby to otulacze. miękkie i przytulne. na początku do ciasnego otulania, teraz do przykrywania w czasie słodkich popołudniowych drzemek, do osłaniania od słońca i jako prześcieradło w koszu mojżesza. oj lubimy je bardzo.

sobota, 27 maja 2017

jest tyle pięknych momentów do zapamiętania

kilka dni po zrobieniu tego zdjęcia trafiłam do szpitala i choć miałam nadzieję, że jeszcze z niego wyjdę i na spokojnie spakuję torbę do porodu i przygotuję wszystko to czego do tej pory nie zdążyłam, to stało się inaczej. do domu wróciłam już bez brzucha, ale za to z maleńkim zawiniątkiem w białej pasiastej czapce. robiłam te zdjęcia w czwartkowy bardzo późny wieczór i tak bardzo chciałam zapamiętać każdy z momentów. każdą z chwil kiedy pod sercem nosiłam tą małą istotę i to jak bardzo nieprawdopodobne mi się to wtedy wydawało. i wydaje się do dziś. dobrze, że mogę do tych chwil teraz wracać gapiąc się kolejny raz na zdjęcia brzucha, który tylko w tym jednym momencie tak bardzo cieszył i tylko wtedy nie przyprawiał o kolejną porcję kompleksów. ciało kobiety to jednak jest jakaś magia. nawet z nadprogramową ilością kilogramów, o których zgubieniu teraz marzę. dzień po Dniu Matki jakoś tak tkliwie mi się zrobiło, bo to cudowne móc świętować ten dzień, po raz pierwszy i teraz już zawsze.