piątek, 16 lutego 2018

11 miesięcy

wieczory są teraz podejrzanie krótkie, czasem mam ochotę schować się pod kołdrą tuż po dobranocce (pewnie dzięki temu, że telewizja polska już wcale nie ma w swoim programie dobranocki - to udaje mi się dotrwać do 22, ale tez nie zawsze..). za to dni zaczynają się bardzo wcześnie i dają dużo godzin i dużo minut na przytulanie, całowanie w policzek lewy i w prawy, głaskanie tuż przed drzemką i gapienie się w te rumiane poliki, gdy zaśnie. a ta ciekawość świata (i smaku absolutnie wszystkiego) to najwspanialsza codzienność jaka mogła mi się przytrafić. dziękuje, dobranoc, odmeldowuje się w stronę kołdry.

środa, 7 lutego 2018

luty

kocham te poranki. ciepłą kawę, resztki snów na powiekach i te niedośnione, które trzeba zostawić pod poduszką. porcje miłości i śmiechu jeszcze przed śniadaniem.

wtorek, 23 stycznia 2018

hebda i kosmetyki z natury

rzeczy, za którymi stoi pasja zawsze się obronią. jakością, zapachem, działaniem, sercem włożonym do ich przygotowania. znacie dziewczynę, która kręci kosmetyki? Klaudyna na ziołach zna się jak mało kto, prowadzi swój sklepik, wydała książkę, ciągle się szkoli za granicą i dzieli wiedzą z każdym kto choć trochę ma ochotę posłuchać o naturze. zazdroszczę jej tej pozytywnej energii, podziwiam za wiedzę i naturalność która aż od niej bije. no i uwielbiam za ten kawowy peeling i ziołową sól do kąpieli, które stworzyła. jeśli jeszcze nie znacie @klaudyna.hebda, to bardzo bardzo polecam!

wtorek, 16 stycznia 2018

10 kilogramów miłości na 10 miesięcy

za każdym razem, gdy myślę sobie, że limit lukrowanych słów przyklejonych kolorową taśmą do comiesięcznych wpisów o naszym kolejnym wspólnym miesiącu już wyczerpałam.. to zawsze pojawiają się nowe. bo wiecie jak to jest, takie moje tyci, maleńkie, wychuchane, ukochane, z tymi stópkami do zacałowania, z tym uśmiechem, który przegania chmury wiszące nad głową i już prawie dotykające czoła. ale nie, nie, czasem też miewam dość, najczęściej się za to ganię, ale przecież jestem tylko człowiekiem. no ale jakby było tylko tak dobrze i pięknie i w lukrowanych ciasteczkach maślanych, to pewnie by mnie mdliło od nadmiaru słodyczy. denerwuję się czasem, mówię, że mam dość, że nie potrafię, że to ponad moje siły.. a później i tak tych sił mam siedem razy więcej i pół miasta i podróż autobusem potrafię przemierzyć dźwigając te moje ukochane 10 kg w nosidle. i tak od cudownych 10 miesięcy. i mam chwilami wrażenie, że te moje pociążowe nadprogramowe kilogramy to miłość, tylko jak okazuje się, że najwięcej ich jest na udach i brzuchu, to już nie jestem taka pewna. ależ ja jestem szczęściarą, że Cię mam chłopaku niebieskooki!

wtorek, 9 stycznia 2018

9

9. dokładnie tyle lat mija odkąd zaczęłam pisać jako ASIEJA. blog najpierw był lekarstwem, a później dał mi dużo dobrego - wspaniałych ludzi. niektórzy byli tylko na krótką chwilę i znikali bez słowa pozostawiając okruchy żalu, inni zostali na chwilę dłużej, a jeszcze inni wciąż mi towarzyszą. DZIĘKUJĘ! za każdym razem, gdy dopada mnie jakiś kryzys dotyczący wirtualnego bycia - przypominam sobie o wszystkich tych, których 'podarował mi internet' i już wcale nie mam ochoty stąd zniknąć. dziękuję za te 9 lat nieustannych wzruszeń, zachwytów, wiadomości, ciszy, niespodzianek, przytuleń, listów i zwyczajnego bycia gdzieś obok - chociaż czasem bardzo daleko w kilometrach.

sobota, 6 stycznia 2018

co zamieszkało na półce małego chłopca

ten kącik to mój ulubiony kawałek mieszkania. ciągle mam ochotę coś przestawiać i zmieniać, ciągle nie mogę nacieszyć oczu pięknymi ilustracjami, obrazem z Panem Polarnym, ulubionymi książkami i gromadą zwierzaków. lubię te małe rzeczy i cieszą mnie codziennie. a przy okazji urządzania tej maleńkiej przestrzeni okazało się, że chyba mam alergię na grające zabawki we wszystkich kolorach tęczy. po cichu liczę, że mój syn ponad plastik też wybierze prostotę. no a póki mamy na to jeszcze jakiś wpływ, to podrzucamy mu do zabaw drewniane klocki i ograniczamy do niezbędnego minimum pstrokaciznę. pewnie kiedyś będzie chciał nosić bluzki ze spidermanem albo innym super ważnym bohaterem i naciągnie nas na różne plastikowe śmieci, więc korzystam póki mogę i karmię tą swoją miłość do ładnych rzeczy. i kupuję mu piękne książki, choć póki co bardziej cieszę się z nich ja, ale błagam powiedźcie, że nie jestem jedynym rodzicem, który tak robi :))

piątek, 5 stycznia 2018

o niczym więcej nie marzyłam

mam w głowie tę myśl za każdym razem, gdy patrzę na śpiącego chłopca. ten spokój, miłość i błogość tworzą niezły emocjonalny koktajl. truskawkowy, skąpany w letnim słońcu. no dobra, rozmarzyłam się, a macierzyństwo wcale nie jest jak miska truskawek posypanych cukrem w upalny dzień. jest raczej jak skorupka od orzecha, która nieprzyjemnie zgrzyta pod zębami zgubiona wśród miseczki pełnej łuskanych orzechów. jest ciężko, a podobno ma być jeszcze trudniej. ale to jest spełnione marzenie - takie właśnie, skomplikowane, pełne trosk, łez i wzruszeń. i oby tych ostatnich było w tej codzienności jak najwięcej.

niedziela, 31 grudnia 2017

2017

było trudno i było pięknie. był lukier, ale były też słone łzy płynące po policzkach. spełniło się moje marzenie o byciu mamą i chociaż wiem, że to nie bułka z masłem, to nigdy nie sądziłam, że można mieć w sobie tyle pięknych emocji.

niedziela, 24 grudnia 2017

wesołych świąt!

zima na kartkach papieru zawsze jest trochę piękniejsza. ta prawdziwa nie przykrywa białym puchem kilku zmartwień, nie posypuje ich brokatem i nie lepi z nich bałwana z marchewkowym nosem. ona wypełnia kieszenie mrozem, rozwiewa szalik i paruje okulary. ale to nic, bo razem już zawsze będzie najpiękniej, nawet jeśli czasem w którejś z kieszeni zaplącze się jakieś zmartwienie.

pięknych świąt kochani. pełnych spokoju, dobrych słów, ukochanych uśmiechów, bliskości, zapachu kompotu z suszu i podsmażonych pierożków. najpiękniejszego czasu, bo razem i blisko.

wtorek, 19 grudnia 2017

świąteczny kicz?

nawet jeśli czasem bywa kiczowata, to uwielbiam tą grudniową atmosferę. zielone gałązki w wazonie, świąteczne książki, domowe cukierki pakowane mężowi do śniadaniówki. a teraz gdy w domu jest mały chłopiec, to czekam na te święta jak nigdy. na komodzie zaparkowało już auto z choinką na dachu, pierwsza zielona gałązka i kilka innych drobiazgów. a poranek zagląda słońcem przez balkonową szybę. pięknie jest.

niedziela, 17 grudnia 2017

czekanie

przytulnie nam dziś od samego rana. deszcz pada, jest pierwsza drzemka pod ciepłą kołdrą, jest kawa z mlekiem. och grudniu ❤ nie wiem jak ten mały chłopiec to zrobił, ale wszystko jest teraz piękniejsze. nawet czekanie.

sobota, 16 grudnia 2017

9

minęło 9 wspólnych miesięcy. czekałam na ten grudniowy czas, na niedzielny zapach cynamonu i pierników, na ciepło bijące z piekarnika, na małe stópki wśród zielonych gałązek, na pierwszą ozdobioną choinkę. och jak ja czekałam!

środa, 13 grudnia 2017

światełka, zwierzaki, zimowe małe rzeczy

są pewne małe rzeczy dzięki którym da się tę zimę choć trochę pokochać. hej grudzień, cześć ciepłe swetry, migdałowo cynamonowe mydło, pachnące świece, gdy za oknem szarość. i ulubione zwierzaki od yope na każdą porę roku. nawet jeśli nie ma u nas ani okruszka śniegu, to grudniowe dni rządzą się swoimi prawami.. są kolorowe skarpety, ciepłe rękawiczki, był weekend za miastem. fajnie jest! urlop macierzyński to taki wspaniały czas, bo chociaż wcale nie da się spać do 9 i robić wyłącznie tego co by się chciało, bo mały człowiek ma swoje nastroje, swoje potrzeby i swoje wszystko i większość czasu to jednak opiekowanie się nim, ale cieszę się jak nigdy, że możemy te dni spędzać tak niespiesznie. celebrować każdy promyk słońca, każdy leniwy poranek i wieczór przy pachnących świecach i światełkach na choince (tak, tak, wczoraj pojawiła się i ona ku uciesze małych i dużych domowników). mam wrażenie, że to chwile nie do powtórzenie, dlatego tak mocno chcę je schować w sercu.