łapię się na morskiej monotematyczności praktycznie codziennie. ale to chyba choroba, która dopada każdego kto zamieszka nad morzem. i chociaż to już 9 lat, to ja wciąż nie mogę się nacieszyć. lubię każdy moment, który związany jest z morzem, nawet jeśli to tylko kolejne ubranko dla syna z printem granatowych kotwic albo kocyk w wieloryby. a przesiadywanie z kubkiem kawy na gdyńskiej marinie to wciąż jedna z moich najulubieńszych miejskich atrakcji. no i czekanie na bose stopy w rozgrzanym piasku zawsze sprawia mi radość. jak to cudownie być w mieście z marzeń i morza!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morze. Pokaż wszystkie posty
piątek, 7 lipca 2017
czwartek, 7 lipca 2016
gastrobanda!
spontaniczne nadmorskie śniadania lubią się przedłużać do południowego wylegiwania się na piasku. z jednej strony klif, z drugiej (nie taki wcale chłodny) Bałtyk, na środku kolorowy koc i, to co akurat znalazło się o poranku w kuchni. na dokładkę jest jeszcze książka. i to o niej dziś trzy słowa. albo trzydzieści, bo to książka niebylejaka.
sobota, 19 stycznia 2013
ta tarta jest pyszna i ma kruszonkę
zimowy wieczór nad morzem to opustoszała i wyjątkowo ładna przestrzeń. miejsca, które latem były upchane kiczowatymi straganami, a teraz niczym skute lodem. spacerujesz prawie w nieskończoność, a wracając do domu wyrzucasz do śmieci ostatnią na dziś smutną myśl. uciekasz nie wiedząc jak daleko trzeba być, by zniknęły wszystkie niewypowiedziane słowa. ale myślisz sobie, że przecież nie jest tak źle, że uśmiechając się pod nosem niczego nie udajesz. tego dnia imbirowa herbata nie rozgrzewa, ale ustawiony na 180 stopni piekarnik i domowe ciasto - owszem. więc pieczesz. a później, gdy nikt nie patrzy, to nawet mimo nieprzyzwoicie późnej pory skubiesz kawałek ciepłej kruszonki, bo przecież trudno byłoby wyczekać do rana. później kończy się dzień i zasypiasz. w oparach słodkiego zapachu cukru i masła, który oblepił każdy kawałek mieszkania. a jutro jest wyczekane.
wtorek, 18 września 2012
sobota, 24 lipca 2010
słodka beztroska. i lody.
zjadamy lody na śniadanie, chrupiemy kwaśne jabłka, obserwujemy krople deszczu przez szybę niebieskiego auta. kupujemy kawę pachnącą pomarańczą. chłodzimy stopy i nogawki spodni w Bałtyku. mamy siebie cały dzień. mamy kilka promyków słońca i słowa, które lubię.
lody marchewkowe, cytrynowe ze spiruliną, pomidorowe z octem balsamicznym.. tylko w Sopocie.. gelati giuseppe. a w Domu..
lody jogurtowe z owocami
poziomki, truskawki, jagody, maliny, cukier puder, jogurt naturalny/mleko
umyte owoce zmiksować, dodać cukier (poziom słodkości najlepiej dostosować do swoich kubków smakowych, dlatego nie podaję ilości). wymieszać z naturalnym jogurtem lub z mlekiem, przełożyć do pojemniczków i zmrozić przez około 4 godziny.
sobota, 17 lipca 2010
urywki dni. magia. i cukierkowe niebo.
słowa jak kolorowe kamyczki układane w pudełku. nie chcę zapomnieć żadnej minuty, żadnej chwili, żadnego obrazu i dźwięku. ziarenka piasku wpadają do kieszeni. wiatr zaplątał się we włosach. nocą woda w Bałtyku jest ciepła. kojący szum fal. leżę i liczę gwiazdy. o 4 nad ranem budzi się nowy dzień. niebo ma kolor słodkich cukierków. a sen wcale nie chowa się pod powiekami. zjadamy lody marchewkowe i uśmiechamy całkiem bez powodu. dni wypadają z kalendarza. zaczarowane chwile, nasze. 'skradam się jak kot, układam się do snu'.
'samolot pisze wiersz na niebie, wysyłam go do ciebie. taki krótki SMS: czekam, przyleć i mnie weź.'
/fragmenty piosenek Marii Peszek oraz Kim Nowak
środa, 19 sierpnia 2009
gdy się spotkają śliwki i morele...
..i gdy do tego jeszcze dołączy puchate ciasto.. to mamy słodki podwieczorek i towarzystwo do ulubionej herbaty. ale żeby nie było zbyt pięknie.. ja jednak nie potrafię piec ciast. wierzch przypieczony, brzegi ładnie przyrumienione, a środek surowy..
ciasto ucierane ze śliwkami
/cytuję za kabamaigą
½ kostki masła lub margaryny, trochę ponad 2 szklanki mąki, 4 jajka, niecała szklanka cukru, 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 1/3 szklanki mleka, śliwki, morele
Jajka utrzeć z cukrem, aż cukier się rozpuści. Masło roztopić i ostudzone dodać do jajek. Wymieszać, dodać mleko a na końcu delikatnie wmieszać mąkę. Wylać ciasto na małą tortownicę. Na wierzch położyć owoce (ja prócz śliwek, na środku ułożyłam jeszcze morele). Piec w temperaturze 180 stopni przez około 40 minut, aż będzie lekko brązowe. Sprawdzić patyczkiem czy środek nie jest mokry.
ciasto ucierane ze śliwkami
/cytuję za kabamaigą
½ kostki masła lub margaryny, trochę ponad 2 szklanki mąki, 4 jajka, niecała szklanka cukru, 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 1/3 szklanki mleka, śliwki, morele
Jajka utrzeć z cukrem, aż cukier się rozpuści. Masło roztopić i ostudzone dodać do jajek. Wymieszać, dodać mleko a na końcu delikatnie wmieszać mąkę. Wylać ciasto na małą tortownicę. Na wierzch położyć owoce (ja prócz śliwek, na środku ułożyłam jeszcze morele). Piec w temperaturze 180 stopni przez około 40 minut, aż będzie lekko brązowe. Sprawdzić patyczkiem czy środek nie jest mokry.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

