czwartek, 27 lipca 2017

16 tygodni temu

zrobiłam to zdjęcie dokładnie 16 tygodni temu, gdy te małe stópki rozpoczynały swój 21 dzień życia. po tej stronie brzucha. maleńkie, bezbronne, stworzone do całowania. i już wtedy wyobrażałam sobie jakie piękne muszą być wspólne letnie i zimowe wieczory, gdy razem leżymy z tą musztardową poduchą na podłodze, głaszczemy brzuch i opowiadamy bajki wśród kolorowych bąbli. wraz z dziecięcą wyobraźnią mogłyby się zamienić w kwiaty na łące, rząd kosmicznych planet, zgubione koła od rowerów, słońce i chmury albo całe morze piłek turlających się po chodniku. a kołdra w botaniczne wzory będzie udawać łąkę, pachnącą i skąpaną w liściach. i będzie nam najpiękniej, Synku. bo oprócz miłości to już nic więcej nam nie jest potrzebne.

środa, 26 lipca 2017

portret rodzinny

zawsze o tym marzyłam. o małych stópkach, które rozchmurzą każdy dzień, nawet ten najbardziej deszczowy, nawet ten najbardziej marudny, gdy kolejny kubek kawy nie daje rady. tego chciałam - niedospanych nocy, braku beztroskiego czasu, krótszych wyjść ze znajomymi, morza miłości, której nie da się zmieścić w żadnej kieszeni, choćby było ich trzydzieści. całego świata w jednym małym uśmiechu o szóstej nad ranem, wieczornego tulenia. tego chciałam, to mam.

wtorek, 25 lipca 2017

z malinami

zawsze słyszałam, że z niemowlakiem to nic się nie da. że kawa tylko zimna, że obiad nie ugotowany, że prasowanie czeka tygodniami. i czasem właśnie tak jest. ale są też dni, gdy oprócz odkurzania, zakupów, prasowania i gotowania da się zrobić jeszcze dużo więcej. zagadując przy tym radosną małą buzię i rozbiegane stópki na szarej macie. i tak dzisiaj na spacerze wybieramy najładniejsze pudełko słodkich malin, a w domu pomiędzy jedną ulubioną piosenką, a drugą smażymy słodkie placki i zjadamy oblane miodem i obsypane owocami.

poniedziałek, 24 lipca 2017

#ekoriviera


lubię te miejskie akcje, które nie tylko włączają do aktywności mieszkańców, ale i angażują lokalnych blogerów. strasznie fajne jest mieszanie wirtualnych obrazków i słów z tymi totalnie realnymi przedsięwzięciami. a jeśli dzieje się to w mojej ulubionej Gdyni i mogę wziąć w tym udział, to już w ogóle jestem szczęśliwa!

tym razem to Centrum Riviera zapewnia nam atrakcje w postaci proekologicznej akcji i ekotoreb z banerów reklamowych. wiedzieliście, że takie banery potrzebują dziesiątki, a nawet setki lat aby się rozłożyć? podobnie jak foliowe torby, które są wykonane z nierozpuszczalnego tworzywa. a więc pomysł na utylizację tych pierwszych i zastąpienie tych drugich kolorowymi eko torbami, to strzał w dziesiątkę! no i dbanie o nasze ulubione czyste, nadmorskie powietrze. a to akurat jest mi szczególnie bliskie, bo nie ma nic przyjemniejszego niż mieszkanie w mieście z morza. i jestem za tym aby małymi choćby krokami troszczyć się o to co mamy wokół siebie. więc na zakupy i nadmorski piknik zabieram moją eko torbę!

czwartek, 20 lipca 2017

spacery nadmorskie

najmilsze są teraz spacery nadmorskie. prawie zawsze za krótkie, bo chciałoby się jeszcze i jeszcze. są spacery pełne snów i te gdy świat ogląda się zza chusty zawiązanej na ramionach taty. są spacery lodowe, o smaku winogron i kasztanów. ale zawsze są spacery przyjemne, ciepłe, nawet jeśli wiatr od morza.

niedziela, 16 lipca 2017

jesteśmy monotematyczni, jesteśmy szczęśliwi

jeszcze więcej nieprzespanych nocy i jeszcze więcej miłości. zwłaszcza wtedy, gdy wydaje mi się, że więcej się już nie da. daje się codziennie. to cztery miesiące o zapachu maślanych ciasteczek posypanych cukrem pudrem, tak mi pachnie ten niemowlęcy czas. i chyba tak właśnie pachną marzenia. puchate i słodkie, ciepłe od nagrzanych słońcem myśli. dobrze nam w kokonie swojej własnej szczęśliwości. nawet jeśli codzienność bywa smutniejsza niż by się chciało, to jest on - mały człowiek, do którego można się mocno przytulić i który z powodzeniem przegania wszelki troski. nawet jeśli trwa to tylko chwilę - to i tak jest najcudowniejsze.

czwartek, 13 lipca 2017

papierowe obrazki

ciągle sobie obiecuję, że będę systematycznie wywoływać zdjęcia, a później wychodzi jak zwykle i gdy się już zbiorę za wybieranie najładniejszych obrazków, to okazuje się, że nazbierało się ich co najmniej 500. ale i tak nic nie zastąpi tych papierowych momentów, które można oglądać bez końca. tyle dobrych chwil!

piątek, 7 lipca 2017

w mieście z morza

łapię się na morskiej monotematyczności praktycznie codziennie. ale to chyba choroba, która dopada każdego kto zamieszka nad morzem. i chociaż to już 9 lat, to ja wciąż nie mogę się nacieszyć. lubię każdy moment, który związany jest z morzem, nawet jeśli to tylko kolejne ubranko dla syna z printem granatowych kotwic albo kocyk w wieloryby. a przesiadywanie z kubkiem kawy na gdyńskiej marinie to wciąż jedna z moich najulubieńszych miejskich atrakcji. no i czekanie na bose stopy w rozgrzanym piasku zawsze sprawia mi radość. jak to cudownie być w mieście z marzeń i morza!