wtorek, 16 stycznia 2018

10 kilogramów miłości na 10 miesięcy

za każdym razem, gdy myślę sobie, że limit lukrowanych słów przyklejonych kolorową taśmą do comiesięcznych wpisów o naszym kolejnym wspólnym miesiącu już wyczerpałam.. to zawsze pojawiają się nowe. bo wiecie jak to jest, takie moje tyci, maleńkie, wychuchane, ukochane, z tymi stópkami do zacałowania, z tym uśmiechem, który przegania chmury wiszące nad głową i już prawie dotykające czoła. ale nie, nie, czasem też miewam dość, najczęściej się za to ganię, ale przecież jestem tylko człowiekiem. no ale jakby było tylko tak dobrze i pięknie i w lukrowanych ciasteczkach maślanych, to pewnie by mnie mdliło od nadmiaru słodyczy. denerwuję się czasem, mówię, że mam dość, że nie potrafię, że to ponad moje siły.. a później i tak tych sił mam siedem razy więcej i pół miasta i podróż autobusem potrafię przemierzyć dźwigając te moje ukochane 10 kg w nosidle. i tak od cudownych 10 miesięcy. i mam chwilami wrażenie, że te moje pociążowe nadprogramowe kilogramy to miłość, tylko jak okazuje się, że najwięcej ich jest na udach i brzuchu, to już nie jestem taka pewna. ależ ja jestem szczęściarą, że Cię mam chłopaku niebieskooki!

wtorek, 9 stycznia 2018

9

9. dokładnie tyle lat mija odkąd zaczęłam pisać jako ASIEJA. blog najpierw był lekarstwem, a później dał mi dużo dobrego - wspaniałych ludzi. niektórzy byli tylko na krótką chwilę i znikali bez słowa pozostawiając okruchy żalu, inni zostali na chwilę dłużej, a jeszcze inni wciąż mi towarzyszą. DZIĘKUJĘ! za każdym razem, gdy dopada mnie jakiś kryzys dotyczący wirtualnego bycia - przypominam sobie o wszystkich tych, których 'podarował mi internet' i już wcale nie mam ochoty stąd zniknąć. dziękuję za te 9 lat nieustannych wzruszeń, zachwytów, wiadomości, ciszy, niespodzianek, przytuleń, listów i zwyczajnego bycia gdzieś obok - chociaż czasem bardzo daleko w kilometrach.

sobota, 6 stycznia 2018

co zamieszkało na półce małego chłopca

ten kącik to mój ulubiony kawałek mieszkania. ciągle mam ochotę coś przestawiać i zmieniać, ciągle nie mogę nacieszyć oczu pięknymi ilustracjami, obrazem z Panem Polarnym, ulubionymi książkami i gromadą zwierzaków. lubię te małe rzeczy i cieszą mnie codziennie. a przy okazji urządzania tej maleńkiej przestrzeni okazało się, że chyba mam alergię na grające zabawki we wszystkich kolorach tęczy. po cichu liczę, że mój syn ponad plastik też wybierze prostotę. no a póki mamy na to jeszcze jakiś wpływ, to podrzucamy mu do zabaw drewniane klocki i ograniczamy do niezbędnego minimum pstrokaciznę. pewnie kiedyś będzie chciał nosić bluzki ze spidermanem albo innym super ważnym bohaterem i naciągnie nas na różne plastikowe śmieci, więc korzystam póki mogę i karmię tą swoją miłość do ładnych rzeczy. i kupuję mu piękne książki, choć póki co bardziej cieszę się z nich ja, ale błagam powiedźcie, że nie jestem jedynym rodzicem, który tak robi :))

piątek, 5 stycznia 2018

o niczym więcej nie marzyłam

mam w głowie tę myśl za każdym razem, gdy patrzę na śpiącego chłopca. ten spokój, miłość i błogość tworzą niezły emocjonalny koktajl. truskawkowy, skąpany w letnim słońcu. no dobra, rozmarzyłam się, a macierzyństwo wcale nie jest jak miska truskawek posypanych cukrem w upalny dzień. jest raczej jak skorupka od orzecha, która nieprzyjemnie zgrzyta pod zębami zgubiona wśród miseczki pełnej łuskanych orzechów. jest ciężko, a podobno ma być jeszcze trudniej. ale to jest spełnione marzenie - takie właśnie, skomplikowane, pełne trosk, łez i wzruszeń. i oby tych ostatnich było w tej codzienności jak najwięcej.