trzecia edycja i ponad trzynaście tysięcy osób, które odwiedziły gdańskie Ekocuda. i ja też! tłumy działają na mnie przytłaczająco, ale nie mogłam odmówić sobie okazji do zobaczenia na żywo tego eko wydarzenia. w końcu nie co dzień można spotkać Ulę z Ministerstwa Dobrego Mydła, niezwykle pozytywnych właścicieli Dworzysk i moje nowe odkrycie - Bydgoską Wytwórnię Mydła. do tego jeszcze ulubiony YOPE, IOSSI, resibo, Cztery szpaki, Mokosh... same najfajniejsze polski marki! moja półka w łazience niebezpiecznie mocno się zapełniła, a ja już nie mogę się doczekać kolejnej edycji! i jeśli kiedyś będziecie zastanawiali się czy warto na nią pójść, to warto bardzo!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gdańsk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gdańsk. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 7 marca 2019
czwartek, 11 października 2018
ekocuda po raz drugi!
jesienne umilacze to zdecydowanie kosmetyki. słodkie zapachy peelingu i balsamu przytulone do skóry, mineralny róż na policzkach, które już powoli zapominają o letnim słońcu, na powiekach cienie, które z odrobiną tuszu na rzęsach ukryją największe nawet niewyspanie. a jeśli w szklanych słoikach schowane jest masło shea, olej kokosowy, olej ze słodkich migdałów i wosk pszczeli, to to po prostu musi być coś super! najlepiej jeszcze jak te wszystkie kosmetyczne cuda są eko i można je znaleźć w jednym miejscu. a można!
niedziela, 6 maja 2018
AïOLI inspired by Gdańsk
gdańskie Aioli właśnie rozpoczęło majowy sezon w ogródku zapraszając do wspólnego stołu z widokiem na chmury. o zieloną wiosenną oprawę kwiatową zadbała Flora Muzyka, chodnikowe printy namalowali studenci ASP, a strefę dziecięcą przygotował Trefl, w tle przygrywała też muzyka dj. nas najbardziej interesowało oczywiście jedzenie. co prawda okazaliśmy się strasznymi zmarźluchami i po pierwszym daniu przenieśliśmy się do środka, ale mam nadzieję, że to był tylko początek przesiadywania na świeżym powietrzu i w ogródku Aioli jeszcze nie raz zagościmy tego lata. jako pierwsza propozycja na stole pojawiły się burgery - z dorszem, tofu i wołowiną, do tego lemoniada i prosecco. mój burger z dorszem był pyszny i solidnie napakowany sałatą, dużym kawałkiem ryby i sosem. ale idziemy dalej - w środku było cieplej, choć wizualnie to oba miejsca są bardzo przyjemne. nowoczesne wnętrze lokalu zapełniają drewniane stoliki, cegła na ścianach i dodające klimatu obrazy, wielkie słoje suszonych pomidorów i kaparów, ładnie tam! dwa lata temu odwiedziliśmy warszawskie Aioli i strasznie fajnie, że mamy też gdańską wersję tej popularnej miejscówki. w tygodniu zjecie tam śniadanie za 1 zł zamawiając dowolną kawę, a w weekendy do każdego śniadania kawa jest za 1 gr. musicie się jednak przygotować na kolejki, bo chętnych na te pyszności nie brakuje. my trafiliśmy tam w porze popołudniowej, mieliśmy więc do wyboru dania obiadowe. na mój talerz trafił łosoś z krewetkami i szpinakiem, podany z frytkami. w słoiku lemoniada malinowo - lawendowa. porcja ryby była naprawdę duża i smaczna, na pewno chętnie wrócę spróbować tu innych dań! Aioli podąża za jedzeniowymi trendami i jest jedną z tych modnych miejscówek, w których warto być. w karcie znajdziecie burgery, flat bread, tapasy, steki i ryby z owocami morza. na śniadanie zjecie tu popularne ostatnio coco bowl, szakszukę czy maślaną chałkę z konfiturami i mam nadzieję, że to właśnie śniadaniowych pozycji spróbuję tu najszybciej! chociaż wieczorna opcja z kolorowymi drinkami i pizzą też brzmi super!
poniedziałek, 30 kwietnia 2018
restaurant week: dancing anchor
mam taką listę kulinarnych miejsc, które chciałabym odwiedzić i która stale się zapełnia. na samej górze zapisałam gdański Dancing Anchor, zawsze jednak brakowało mi okazji na trójmiejską wycieczkę i obiad w tym pięknym wnętrzu - bo to właśnie ono przyciągnęło mnie najbardziej. z ciekawością wypatruję nowych zdjęć na profilu restauracji i nowych pięknych kawałków i dań. okazja znalazła się jednak sama - festiwal Restaurant Week. słoneczne niedzielne popołudnie to zawsze dobry moment na spotkanie przy stole i tak też zrobiliśmy. czy było warto? bardzo. czy jeszcze kiedyś tam wrócimy? o tym na końcu.
Dancing Anchor znajduje się w gdańskim hotelu PURO, który sam w sobie jest wyjątkowo pięknie zaaranżowany. chwilami zastanawiam się czy mieszkanie w Trójmieście dyskwalifikuje mnie z wynajęcia hotelowego pokoju chociaż na jedną dobę, bo w takim pięknym wnętrzu chętnie przyłożyłabym głowę do poduszki :)) wracając jednak do restauracji - jest bardzo przestronna i klimatyczna, pełna świateł, obrazów, pięknych krzeseł, zasłon, z otwartą kuchnią. raj dla estety, który lubi spędzać czas w designerskich, przemyślanych wnętrzach. ale to co najważniejsze - jedzenie.
na przystawkę spróbowaliśmy sałatę z awokado, prażonymi orzechami, szpinakiem, granatem i jajkiem przepiórczym - była przepyszna. lekko podpieczone awokado, odpowiednia ilość sosu, dużo chrupiących orzechów i idealnie ugotowane na miękko jajko. ta prostota zdecydowanie się obroniła. w menu drugim ramen z kurczakiem, algami, jajkiem i makaronem, przyjemnie rozgrzewający, lekko ostry, to jedna z lepszych zup jakich ostatnio spróbowałam, a porcja w jakiej została zaserwowana z pewnością mogłaby zastąpić danie główne.
na wspomniane danie główne jesiotr z selerowym puree, warzywa korzeniowe i masło kaparowe, w drugim menu policzki wieprzowe z kaszą bulgur, warzywa i sos wiśniowy. i tutaj nie będę się rozpisywać, bo oba dania były po prostu perfekcyjne.
na deser fondat z ciemnej czekolady z sosem waniliowym i fondat z białej czekolady z sosem porzeczkowym. oba smaczne, choć biały przypominał bardziej babeczkę z czekoladowym kremem w środku, a ciemny opadł - smaku mu to na szczęście nie odjęło, był płynny i zdecydowanie lepszy od białego. to był smaczny deser, ale nie taki, o którym marzy się przy niedzielnej kawie.
Dancing Anchor znajduje się w gdańskim hotelu PURO, który sam w sobie jest wyjątkowo pięknie zaaranżowany. chwilami zastanawiam się czy mieszkanie w Trójmieście dyskwalifikuje mnie z wynajęcia hotelowego pokoju chociaż na jedną dobę, bo w takim pięknym wnętrzu chętnie przyłożyłabym głowę do poduszki :)) wracając jednak do restauracji - jest bardzo przestronna i klimatyczna, pełna świateł, obrazów, pięknych krzeseł, zasłon, z otwartą kuchnią. raj dla estety, który lubi spędzać czas w designerskich, przemyślanych wnętrzach. ale to co najważniejsze - jedzenie.
na przystawkę spróbowaliśmy sałatę z awokado, prażonymi orzechami, szpinakiem, granatem i jajkiem przepiórczym - była przepyszna. lekko podpieczone awokado, odpowiednia ilość sosu, dużo chrupiących orzechów i idealnie ugotowane na miękko jajko. ta prostota zdecydowanie się obroniła. w menu drugim ramen z kurczakiem, algami, jajkiem i makaronem, przyjemnie rozgrzewający, lekko ostry, to jedna z lepszych zup jakich ostatnio spróbowałam, a porcja w jakiej została zaserwowana z pewnością mogłaby zastąpić danie główne.
na wspomniane danie główne jesiotr z selerowym puree, warzywa korzeniowe i masło kaparowe, w drugim menu policzki wieprzowe z kaszą bulgur, warzywa i sos wiśniowy. i tutaj nie będę się rozpisywać, bo oba dania były po prostu perfekcyjne.
na deser fondat z ciemnej czekolady z sosem waniliowym i fondat z białej czekolady z sosem porzeczkowym. oba smaczne, choć biały przypominał bardziej babeczkę z czekoladowym kremem w środku, a ciemny opadł - smaku mu to na szczęście nie odjęło, był płynny i zdecydowanie lepszy od białego. to był smaczny deser, ale nie taki, o którym marzy się przy niedzielnej kawie.
czwartek, 8 marca 2018
ekocuda w gdańsku!
kosmetyczny minimalizm jest mi ostatnio bardzo bliski. odkąd zaczęłam używać naturalnych olejków do twarzy i ciała polubiłam codzienne nawilżanie (a do tej pory z kremami było mi raczej nie po drodze), to może już ten wiek, bo do trzydziestki coraz bliżej, ale naprawdę sprawia mi frajdę widok tych kilku buteleczek na łazienkowej półce. ucieszyłam się więc na wiadomość o kolejnej edycji festiwalu Ekocuda, która odbędzie się w marcu w Gdańsku. no i jeśli o cudach mowa, to tych kosmetycznych znajdziecie tam naprawdę wiele! co i rusz na stronie festiwalu pojawiają się nowe marki, które wezmą udział w wydarzeniu. będzie można wąchać, smarować, wklepywać i testować, a później ulubione fioli i pudełka zabrać do domu. będą warsztaty i wykłady, ale przede wszystkim będzie można zasięgnąć porad specjalistów na temat pielęgnacji i zdrowia. i co istotne - aby na własnej skórze przekonać się o dobroci tych ekologicznych cudów nie potrzeba żadnych wcześniejszych zapisów, a wstęp na wydarzenie jest bezpłatny.
niedziela, 28 sierpnia 2016
maptu
minimalizm i biel kradną moje serce za każdym razem. szczególnie jeśli są związane z ulubionymi miejscami na ziemi. Maptu poznałam na jednych z trójmiejskich targów i już wtedy trójmiejskie, gdyńskie i inne miejskie mapy wpadły mi w oko. na grubym papierze, w odcieniach bieli i szarości, takie jak lubię. i na dodatek można wybrać sobie dowolne miejsce (nie musi być całe miasto, wystarczy ulubiona dzielnica lub inny kawałek świata), dopisać tytuł i mieć super niebanalny plakat. mnie przekonali, sprawdźcie jakie ładne rzeczy można sobie wyczarować w edytorze: maptu. a jak widać na załączonych obrazkach - z mapą można też ruszyć w miasto (:
poniedziałek, 1 sierpnia 2016
drukarnia cafe
o Drukarni było już zimą, ale wracanie do pysznych miejsc to szalenie przyjemna rzecz. zwłaszcza, że latem jest równie klimatycznie co w zaspach śniegu. i można się napić mrożonej kawy (mimo kolejnej próby fanką raczej nie zostanę - nie ma to jak kubek ciepłego napoju). lubię te gdańskie typograficzne wycieczki z filiżankami w tle.
kategoria:
cappuccino,
drukarnia,
drukarnia cafe,
gdańsk,
kawa,
kawiarnia,
trójmiasto,
trójmiasto kulinarne
sobota, 23 lipca 2016
bakalie 17
sobota, która nieśmiało zapowiadała się deszczem, bardzo szybko zamieniła się w bardzo słoneczny, duszny i kolorowy dzień. te kolory to sprawka przede wszystkim gdańskich Bakalii, które skradły mi serce już podczas poprzedniej edycji, ale te z siedemnastką w tytule były chyba jeszcze fajniejsze.
kategoria:
bakalie,
bakalie 17,
be coffe style,
floks,
gdańsk,
gdańskie bakalie,
kopi,
stary maneż,
zwei frauen
środa, 1 czerwca 2016
szczęśliwi czasu nie liczą.. w Gdańsku.
jestem tak stęskniona wiosennych spacerów, że każde pięć minut rześkiego powietrza, krzywych chodników i uśmiechniętych przechodniów to dla mnie wielka frajda. chorowanie nawet jeśli związane z przymusowym "wolnym" nie jest wcale takie fajne, szczególnie gdy trwa dłużej niż 14 dni. a gdy trwa więcej niż 30, to są już całe wieki i jest to okropność wielka! ale zgodnie z przyczepioną do lodówki rozpiską biorę wszystkie leki i z każdym kolejnym dniem mam nadzieję, że to już, że już koniec. i tylko krótkie chwile, gdy można uciec na najkrótszy spacer świata, z parasolem, z nie do końca turystycznym i zatłoczonym Gdańskiem. a 25 stopni Celsjusza na wieczornym termometrze jest bardzo do lubienia.
kategoria:
altana smaków,
daniel wellington,
drukarnia,
gdańsk,
lody,
mariacka,
spacer,
trójmiasto,
zegarek
sobota, 6 lutego 2016
spacer w Gdańsku, kawa w Drukarni
miło jest w dzień, gdy upierdliwe zimne i mokre płatki śniegu przyklejają się do policzków, nogawek spodni, zmarzniętego nosa i wełnianej czapki (zupełnie celowo) zabłądzić wśród uliczek dawno nie odwiedzanego starego miasta z kubkiem ciepłej kawy. niebylejakiej. bo kawa z Drukarni w mig stała się moim numerem 1, gdy pewnego zmarzniętego popołudnia towarzyszyła kawałkowi pysznej szarlotki.
środa, 6 sierpnia 2014
mamy lato, wolno nam więcej!
możemy pozwolić sobie na bezkarnie długie spacery, ja i cztery łapy szczęścia - małe i wredne, ale tak kochane, że idzie wybaczyć nawet pobudki o 5 nad ranem. czasem nawet udaje się pospać do 9, gdy akurat nie trzeba iść do pracy. a czasem nawet jeśli trzeba - i tak siedzi się z najlepszymi na świecie przyjaciółmi na plaży tak długo aż będzie środek nocy.
środa, 16 lipca 2014
burgery jaglano marchewkowe
teraz niemal każdy lokal musi mieć w swoim menu burgera, taka moda. nie wiem czy każdy bloger też musi mieć, ale jaglane burgery w wersji piknikowej, składane naprędce na trawie w środku miasta, są pyszne. słodka marchewka, słona feta, pietruszka, obowiązkowa sałata i świeży ogórek. i ostry sos żeby było bardziej wyraziście.
kategoria:
burger,
gdańsk,
kasza jaglana,
marchewka,
na obiad,
na trawie,
pietruszka,
truskawka,
warzywnie
niedziela, 1 września 2013
#ilovegdn, śniadanie na targu
uwielbiam Gdańsk, bo to miasto, które nieustannie daje mi szansę na spełnianie marzeń. tych kulinarnych, oprószonych szczęściem i cukrem pudrem też. ostatnio moja kuchnia zamieniła się w małą manufakturę ciast i ciasteczek, piekarnik buchał ciepłem, było na słodko i na słono.
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
taki piękny dzień - Restaurant Day
jedna z gdańskich ulic była wczoraj bardzo słodka. w ramach Restaurant Day - jednodniowych restauracji powstających na całym świecie, które otworzyć może każdy, otwarta została piękna cukiernia tuż przy Flisak'76. były słodkie, tarty, babeczki, rabarbar i limonka i maliny. uśmiechnięte dziewczyny ze Sweetie Pie zamieniały monety na talerzyki doprawionych cukrem smakołyków.
wtorek, 13 sierpnia 2013
trójmiejska solniczka i najpiękniejszy piknik z deszczem i bez
przez ostatni tydzień potykałam się o kartony rozstawione po całym pokoju, zapisywałam listę rzeczy koniecznie do zrobienia, czekałam na kuriera, planowałam, knułam, układałam. bałagan był równie wielki jak radość na nadchodzący weekend. i jak na złość - 10 sierpnia padał deszcz, choć na wszelkie możliwe sposoby próbowałam go zaklinać, by nie spadł. była panika, była pochmurna mina na buzi - idealnie pasująca do chmurnego nieba. wszystko po to, by po dwóch godzinach być już w gdańskiej kawiarni Pies i Róża i w pośpiechu ustawiać stoliki i doniczki ziół na parapecie.
środa, 3 października 2012
ciastko z marzeń i (nie)małe zamieszanie z BFG
Gdańsk i Elbląg, Elbląg i Gdańsk. tu piszę, układam zgrabne litery w koślawe słowa. zbieram obrazki do pudełka pamięci, a czasem do pudełka mojego cyfrowego aparatu. zapamiętuję albo zapominam. tyle kolorów, aby namalować z nich najładniejszą codzienność. piszę o poranku znad kubka kawy. lub wieczorami mrużąc oczy ze zmęczenia. o kwaśnych jabłkach albo o słodkich ciastkach. o emocjach. odrobina wrażliwości oprószona cynamonem. w mieście, które sobie kiedyś wymarzyłam i w tym, które jest moje od zawsze.
wtorek, 2 października 2012
rozuśmiechanie i ciastko cytrynowe
Ktoś powiedział mi, że życie to czasem niezły zakalec. przekonałam się o tym niedawno piekąc ciasto przed południem. mieszając składniki myślałam sobie "nic z tego nie będzie", no i nie wyszło. wyrzuciłam je do kosza. razem z nim trafiły tam chyba wszystkie niedobre emocje i paskudne smutki i złości. i już się na siebie nie złoszczę. smaruję chleb masłem orzechowym, próbuję doprać sukienkę ze śladów czerwonego wina, wypijam syrop na kaszel. do kieszeni czerwonego płaszcza chowam znalezione przypadkiem na chodniku kasztany i dobre słowa, których nie brak i które nigdy przenigdy nie są w nadmiarze. chwilami rozuśmiechanie sięga od sufitu do podłogi naszego żółtego pokoju.
sobota, 22 września 2012
najprostsza drożdżówka ever. i piasek w butach.
na plaży się dużo marzy. można też trochę czytać - na przykład tą samą książkę setny raz, bo ulubiona. zapisywać w pamięci fragmenty. też można. 'senne miasteczko i różowa sukienka. to wszystko. moje życie byłoby jak kradziona ukradkiem czekolada'. można marznąć w dzień i nocą, by po powrocie do domu przed 3 wysypywać piasek z każdej kieszeni i z butów. a gdy się mruży oczy patrząc na wrześniowe wczesnojesienne słońce - to to jest szczęśliwość. gdy się nocą gapi w fontannę i ma się Przyjaciół obok i niezliczoną ilość słów - to to jest jeszcze więcej szczęśliwości. tęskniłam.
wtorek, 18 września 2012
piątek, 3 sierpnia 2012
krem czekoladowy, ciastka i trochę cytryny
na ulicy pachnie jagodziankami. miasto jeszcze trochę śpi i tylko kilka osób rozkłada swoje stragany na gdańskim dominikańskim jarmarku. borówki po 16zł za kilogram, słoiki miodu, broszki, bursztyny, filiżanki, mnóstwo staroci wśród, których chowają się różne skarby. a gdzie indziej lepki lukier twoich myśli i niewypowiedzianych słów. przygryzione wargi, zmrużone oczy, włosy związane w kucyk, promyki słońca zaplątane na twoim lewym policzku. kwaśne cytryny i słodka czekolada schowana w kruchym ciastku. dzisiaj zjadam dojrzałe papierówki, trochę czytam i trochę czekam na deszcz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



