Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jem w trójmieście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jem w trójmieście. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 maja 2018

neon streetfood bar

w Gdyni niedawno zaświecił nowy Neon, a ja słowo daję, że nie spodziewałam się takich kolorów! są pastelowe stoliki (ach ten róż!), intensywne czerwone lampy i ciemno zielone ściany. na środku stanęła barowa budka niczym z azjatyckich ulic. w rogu otwarta kuchnia z widokiem - super jest podglądać kulisy powstawania tego co wyląduje na naszych talerzach! a te talerze to też niezły szanghaj z melaminy. jeśli mówią o sobie, że są Azją na Abrahama, to mają rację! karta jest dość krótka i nieskomplikowana. w przystawkach znajdziecie kimchi z jabłkami, imbirem i prażonym sezamem (pycha!), orzeszki, chipsy krewetkowe i słodko-kwaśne ogórki. koniecznie trzeba tu spróbować miękkich bułek BAO gotowanych na parze, z różnymi dodatkami - ta na naszym talerzu to grillowany kurczak, marchewka, glazura sojowa i dymka, ale jest też wersja z karkówką, boczkiem i tofu. dalej - wok i grill. jest kurczak, żeberka, wołowina w bbq, a nawet kalmar. no i tajski rosół, który z pewnością zamówimy następnym razem, bo aromat musi mieć ekstra! z napojów spróbowaliśmy pysznej tajskiej herbaty na zimno i pomarańczowej lemoniady, ale do wyboru jest świetna karta drinków bezalko i klasycznych alkoholowych. jeśli będziecie w Neonie, koniecznie spróbujcie tej herbaty, jest super! do deserów nie dotarliśmy, zupełnie nie wiem dlaczego, ale to oznacza, że musimy tam niedługo wrócić. nie trzeba się nawet długo zastanawiać czym zasłodzić swoje kubki smakowe, bo do wyboru są dwie pozycje - cytrusowa wata cukrowa i bananowy milk shake. biorę oba!

jeśli lubicie swobodny klimat kulinarnych miejsc, ciekawe wnętrze i jeszcze ciekawsze smaki - to miejsce dla Was. na pierwsze spotkanie z kuchnią azjatycką będzie w sam raz, na każde kolejne też!

mi samej było trochę szkoda, że Główna Osobowa, która wcześniej znajdowała się w tym miejscu, zniknęła z kulinarnej gdyńskiej mapy, ale teraz myślę, że ten azjatycki rebranding wyjdzie wszystkim na dobre. nam klientom, bo takiej Azji na talerzach daleko szukać. twórcom baru, bo to na pewno coś niezwykłego móc tworzyć na nowo miejsce, do którego klienci aż lgną. i co ważne, ceny też są tutaj typowo uliczne, czyli można schować drobne do kieszeni i ruszać do Szanghaju, znaczy do Neonu. dodatkową zachętą niech będzie to, że szef kuchni jest świeżo upieczonym finalistą TOP CHEFA, a barman z trzeciego zdjęcia do wszystkich się tak serdecznie uśmiecha!

niedziela, 6 maja 2018

AïOLI inspired by Gdańsk

gdańskie Aioli właśnie rozpoczęło majowy sezon w ogródku zapraszając do wspólnego stołu z widokiem na chmury. o zieloną wiosenną oprawę kwiatową zadbała Flora Muzyka, chodnikowe printy namalowali studenci ASP, a strefę dziecięcą przygotował Trefl, w tle przygrywała też muzyka dj. nas najbardziej interesowało oczywiście jedzenie. co prawda okazaliśmy się strasznymi zmarźluchami i po pierwszym daniu przenieśliśmy się do środka, ale mam nadzieję, że to był tylko początek przesiadywania na świeżym powietrzu i w ogródku Aioli jeszcze nie raz zagościmy tego lata. jako pierwsza propozycja na stole pojawiły się burgery - z dorszem, tofu i wołowiną, do tego lemoniada i prosecco. mój burger z dorszem był pyszny i solidnie napakowany sałatą, dużym kawałkiem ryby i sosem. ale idziemy dalej - w środku było cieplej, choć wizualnie to oba miejsca są bardzo przyjemne. nowoczesne wnętrze lokalu zapełniają drewniane stoliki, cegła na ścianach i dodające klimatu obrazy, wielkie słoje suszonych pomidorów i kaparów, ładnie tam! dwa lata temu odwiedziliśmy warszawskie Aioli i strasznie fajnie, że mamy też gdańską wersję tej popularnej miejscówki. w tygodniu zjecie tam śniadanie za 1 zł zamawiając dowolną kawę, a w weekendy do każdego śniadania kawa jest za 1 gr. musicie się jednak przygotować na kolejki, bo chętnych na te pyszności nie brakuje. my trafiliśmy tam w porze popołudniowej, mieliśmy więc do wyboru dania obiadowe. na mój talerz trafił łosoś z krewetkami i szpinakiem, podany z frytkami. w słoiku lemoniada malinowo - lawendowa. porcja ryby była naprawdę duża i smaczna, na pewno chętnie wrócę spróbować tu innych dań! Aioli podąża za jedzeniowymi trendami i jest jedną z tych modnych miejscówek, w których warto być. w karcie znajdziecie burgery, flat bread, tapasy, steki i ryby z owocami morza. na śniadanie zjecie tu popularne ostatnio coco bowl, szakszukę czy maślaną chałkę z konfiturami i mam nadzieję, że to właśnie śniadaniowych pozycji spróbuję tu najszybciej! chociaż wieczorna opcja z kolorowymi drinkami i pizzą też brzmi super!

piątek, 4 maja 2018

restaurant week: fedde

to już ostatni kawałek trójmiejskiej wiosennej edycji Restaurant Week. chyba nie będzie przesady w powiedzeniu, że to jeden z najfajniejszych kulinarnych festiwali, a na pewno mój ulubiony. smaków, które można w czasie jego trwania spróbować nie da się zliczyć. cała Polska, kilkadziesiąt restauracji, jeszcze więcej pysznych talerzy, przystawek, dań głównych i deserów. gdyńskie Fedde to nasz ostatni przystanek, już na sam koniec wpadła do naszej skrzynki nagroda od RoślinnieJemy, a ponieważ wygraliśmy ją dzięki tatarowi z pomidorów z poprzedniej edycji, którego spróbowaliśmy właśnie w tym miejscu, to postanowiliśmy tu wrócić.

Fedde ma świetną lokalizację w samym centrum Gdyni, bo przecież kto nie kojarzyłby ulicy Świętojańskiej? wnętrze przyciąga designerskimi kawałkami betonu, marmurowych stolików, turkusu i drewna. no i te lampy! jesienne talerze znajdziecie tu, a wiosna to zupełnie nowa kulinarna podróż.

przystawka
tapioka/ bergamotka/ miso/ wakame
terina z ośmiornicy/ rukiew wodna/ piklowana szalotka
przystawki niestety nie podbiły naszych kubków smakowych, ale myślę, że to bardzo indywidualna kwestia, bo były dość wyraziste i co tu dużo mówić - oryginalne! ośmiornica była w porządku, dobrze smakowała z cytrynowym sosem, ale nie jest to danie, które zjedlibyśmy ponownie. tapioka w takim wydaniu to zdecydowanie nie nasze smaki. ale bardzo doceniamy za pomysł przystawek, bo trzeba przyznać, że nie są oczywiste i na pewno znajdą kulinarnych fanów.

danie główne
malfatti z tofu/ sos pomidorowy/ ziołowa pangratatta
polędwiczka wieprzowa/ kawior z pstrąga/ maślane pure/ pikle
wege wersja obiadu ciekawiła mnie najbardziej. malfatti brzmią co nieco tajemniczo, ale to po prostu kulki ze szpinaku i tofu, trochę przypominają kluski, są naprawdę smaczne, koniecznie z tym pomidorowym sosem. na talerzu mięsnym polędwiczka, ziemniaczane puree i pikle, klasyka, ale jednak zaskakującej formie - zwłaszcza wizualnie.

deser
zielony pudding z chia/ avocado
sernik new york/ słony karmel/ orzechy pecan
mój mąż na koniec festiwalu powiedział, że w tej edycji desery zdecydowanie wygrywają i chyba miał w tym odrobinę racji. sernik był przepyszny, a karmel, w którym został podany przypominał domowe krówki jedzone w dzieciństwie. w zdrowszej wersji słodkości ziarenka chia w formie puddingu z kiwi i awokado. totalnie różne, oba bardzo smaczne!

lubimy kuchnie Fedde i to piękne wnętrze i z czystym sercem możemy Wam polecić to miejsce!

niedziela, 22 kwietnia 2018

sopocki młyn

jeśli zdarzyło Wam się zastanawiać, gdzie zjeść jedno z najlepszych sopockich śniadań - oto ono! skąpane w słońcu, solidnie okraszone najlepszymi składnikami i ziarenkami maku na wypieczonym rogalu, w towarzystwie kubka ciepłego kakao. lokal jest położony przy jednej z głównych ulic, choć oddalony od ścisłego centrum miasta. dla mnie to plus, bo znajduje się na granicy Sopotu i Gdyni, więc mam zwyczajnie bliżej, żeby celebrować te leniwe rodzinne poranki nad kubkiem kawy. jeśli lokalizacja Was nie skusi, to na pewno zrobi to cena, bo za 10zł dostaniecie tu śniadanie o jakim można pomarzyć. w zestawie znajduje się koszyk pieczywa lub rogal (polecam rogale! są wypiekane na miejscu, z różnymi ziarnami na wierzchu i zdecydowanie nie są małymi rogalikami, które znajdziecie w piekarni, a całkiem konkretnym rogalem, chociaż chleb razowy też robi mu konkretną konkurencję, najlepiej, więc zabrać na śniadanie kogoś ukochanego i zamówić jedno i drugie, przy okazji i past do spróbowania jest więcej), do tego zestaw trzech past do wyboru (twarożek, hummus - klasyczny i z burakiem, pasztet, dżem, domowa nutella czy masło orzechowe to tylko niektóre z kilkunastu propozycji), no i jeszcze coś ciepłego do picia - kawa z przelewu, herbata, kakao czy mleko. jeśli lubicie śniadania na słodko - spróbujcie pasty chałwowej z malinami, poziomkowej albo rafaello, jeśli na słono - hummus buraczany, pasta jajeczna albo groszkowa, pycha! my jeszcze mamy słabość do domowych racuchów z jabłkami, posypanych cukrem pudrem, są najlepsze! to oczywiście nie wszystko, bo na każdego głodomora czeka tu jajecznica, naleśniki, owsianka czy jaglanica. w ciepłe dni można przesiadywać na dworze - co też uczyniliśmy w jeden z pierwszych słonecznych kwietniowych poranków, albo wybrać jeden z poziomów piętrowej restauracji. a śniadania, to tylko jedna z części menu, które tu znajdziecie. Sopocki Młyn słynie z wyrabianych na miejscu pierogów (z boczniakami, z gorgonzolą i gruszką, z wątróbką, z twarogiem i chałwą, gotowane albo pieczone z ciasta drożdżowego, opcji jest wiele) i nie możemy się doczekać kiedy znów zrobimy sobie wycieczkę do Sopotu i spróbujemy tych pyszności!

sobota, 24 lutego 2018

by the way

weekendy i przyjaciele są po to, żeby czasem zjeść takie pyszne śniadanie w południe. i odkrywać nowe miejsca, które od dawna kusiły smakami podglądanymi na internetowych zdjęciach. deszczowa sobota miała w końcu swój poranny finał przy bajglu z jajkiem w koszulce i wędzonym łososiu i przy jajecznicy z bekonem. i pysznej kawie. jeśli szukacie miejsca, w którym złapiecie pyszne momenty, to właśnie tu. poranki są spokojne, jajko w koszulce idealne, bajgiel chrupiący, a rozmowy przy kawie ciągną się nieprzyzwoicie długo. kolejne gdyńskie miejsce, które śmiało mogę dopisać do listy najpyszniejszych!