nawet jesienią nie muszę tęsknić do szklanek pełnych kwaśnej lemoniady i słodkiego soku z pomarańczy. i do utopionych w drożdżówce z kruszonką słodkich truskawek. jesienią częściej niż latem zajmuję miejsce przy oknie, gdzie udaje mi się skraść na zdjęciach resztki dziennego światła. i to są takie dni, gdy nawet mimo chmur, szarości i upierdliwego bólu głowy mogę sobie pomyśleć, że w sumie to jestem szczęściarą. i w sumie to to jest dobry poniedziałek, czwartek albo piątek. mniej znaczy więcej.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdżówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdżówka. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 26 listopada 2015
sobota, 20 września 2014
najprostsza drożdżówka nie tylko na jesień
co roku to samo. że jesień, że wrzesień - że swetry coraz grubsze, herbaty coraz cieplejsze, a ochota na dynię i śliwki coraz większa. słońce grzeje mniej i zdradliwe jest okrutnie, gdy zaufa mu się za mocno i nie zabierze na spacer choćby cienkiej kurtki. co roku to samo - do znudzenia powtarzane, że lato się kończy, że za szybko, że za zimno. koło się zamyka. lubię te jesienne rytuały (w trzech pozostałych porach roku też lubię). brakuje mi nawet trochę nowego zestawu cienkopisów, kilku kolorowych zeszytów z ładnymi okładkami, zapachu papieru i farby drukarskiej. nawet mi brakowało, ale mania zbierania znów sprawiła, że zeszyty kupuję kilka razy w roku, jeśli tylko trafię na jakiś ładny i nie jestem w stanie sobie odmówić tej kilkuzłotowej przyjemności, nowe pudełko na długopisy też mam, tylko podręczniki zamieniły się na nowe książki zapełniające pękającą w szwach półkę. jestem czytelnikiem głównie pociągowym (autobusy odpadają, bo wraz z pożegnaniem wieku dziecięcego zapomniałam pożegnać się z chorobą lokomocyjną), ale i domowym. lubię ta bezpretensjonalną jesienną przyjemność czytania z kubkiem cynamonowej herbaty i nieprzyzwoicie dużym kawałkiem domowej drożdżówki z kruszonką i dżemem od Mamy.
środa, 6 sierpnia 2014
mamy lato, wolno nam więcej!
możemy pozwolić sobie na bezkarnie długie spacery, ja i cztery łapy szczęścia - małe i wredne, ale tak kochane, że idzie wybaczyć nawet pobudki o 5 nad ranem. czasem nawet udaje się pospać do 9, gdy akurat nie trzeba iść do pracy. a czasem nawet jeśli trzeba - i tak siedzi się z najlepszymi na świecie przyjaciółmi na plaży tak długo aż będzie środek nocy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
