Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 lipca 2016

gastrobanda!

spontaniczne nadmorskie śniadania lubią się przedłużać do południowego wylegiwania się na piasku. z jednej strony klif, z drugiej (nie taki wcale chłodny) Bałtyk, na środku kolorowy koc i, to co akurat znalazło się o poranku w kuchni. na dokładkę jest jeszcze książka. i to o niej dziś trzy słowa. albo trzydzieści, bo to książka niebylejaka.

czwartek, 26 listopada 2015

chwila moment jesienią

nawet jesienią nie muszę tęsknić do szklanek pełnych kwaśnej lemoniady i słodkiego soku z pomarańczy. i do utopionych w drożdżówce z kruszonką słodkich truskawek. jesienią częściej niż latem zajmuję miejsce przy oknie, gdzie udaje mi się skraść na zdjęciach resztki dziennego światła. i to są takie dni, gdy nawet mimo chmur, szarości i upierdliwego bólu głowy mogę sobie pomyśleć, że w sumie to jestem szczęściarą. i w sumie to to jest dobry poniedziałek, czwartek albo piątek. mniej znaczy więcej.

wtorek, 17 listopada 2015

TRAFIK jedzenie i przyjaciele


to moja pierwsza gdyńska jesień. i choć zaczęła się od paskudnej choroby i trzech nieprzyzwoicie długich tygodni leżenia w łóżku, to i tak jest jedną z najlepszych jakie mi się przytrafiły. w miejscach, których nie bywa się od zawsze i które w zasadzie mało się zna, najfajniejszy jest ten moment odkrywania, szukania nowego, zapełniania listy ulubionych i dopisywanie kolejnych jego kawałków. no i tak sobie odkrywamy. w senne poranki, gdy akurat nie trzeba wcześnie wstać do pracy, w deszczowe popołudnia, w chłodne wieczory albo w te listopadowe dni wypełnione słońcem za oknem i szalem leniwie przerzuconym na szyi. spacerujemy i jemy. szukamy, wracamy, smakujemy. dobrze jest w tej Gdyni. i dobre jest - śniadanie w środku miasta!

czwartek, 22 października 2015

(jesteś) bliżej


do fajnych miejsc nie tylko chodzi się z przyjemnością, ale czasem też fajnie o nich napisać.

poniedziałek, 19 października 2015

marmolada chleb i kawa

niedobór bezkarnie wolnych poranków uzupełniam czasem w środku tygodnia. celebrowanie weekendów pozostaje mi zwykle tylko w formie biegu na podmiejski pociąg i wykładów na uczelni albo na pracy, więc taki wolny czwartek to wielka przyjemność. wtedy nawet mój najnudniejszy  poranny zestaw: banan + kawa, mogę zamienić na prawdziwe śniadanie.

niedziela, 26 lipca 2015

chwila moment, my tu jemy!

takie historie jak ta się zdarzają, tak po prostu. i dają mnóstwo wiary w to, że magia jednak istnieje. bez spektakularnych fajerwerków, ale z kieszeniami wypchanymi dobrymi emocjami, z pudełkami ciastek (fruwającymi dzięki poczcie polskiej między Trójmiastem a Krakowem) i słów schowanych w kolorowych kopertach.

czwartek, 26 marca 2015

śniadanie słodkie albo słone

niedobór bezkarnie wolnych poranków uzupełniam czasem w środku tygodnia. celebrowanie weekendów pozostaje mi zwykle tylko w formie biegu na podmiejski pociąg i wykładów na uczelni albo na pracy, więc taki wolny czwartek to wielka przyjemność. wtedy nawet mój najnudniejszy  poranny zestaw: banan + kawa, mogę zamienić na prawdziwe śniadanie. i w takim momencie jedyne trudne decyzje to: na słodko czy na słono? wątpliwościom nie podlega za to KUKBUK, wybieram zawsze. szeleszczący papier, cała kraina smaków wertowana między jednym gryzem kanapki z rukolą, a kawałkiem suszonego mango z mojego musli. poranne zaczytanie zawsze mile widziane.

sobota, 20 września 2014

najprostsza drożdżówka nie tylko na jesień

co roku to samo. że jesień, że wrzesień - że swetry coraz grubsze, herbaty coraz cieplejsze, a ochota na dynię i śliwki coraz większa. słońce grzeje mniej i zdradliwe jest okrutnie, gdy zaufa mu się za mocno i nie zabierze na spacer choćby cienkiej kurtki. co roku to samo - do znudzenia powtarzane, że lato się kończy, że za szybko, że za zimno. koło się zamyka. lubię te jesienne rytuały (w trzech pozostałych porach roku też lubię). brakuje mi nawet trochę nowego zestawu cienkopisów, kilku kolorowych zeszytów z ładnymi okładkami, zapachu papieru i farby drukarskiej. nawet mi brakowało, ale mania zbierania znów sprawiła, że zeszyty kupuję kilka razy w roku, jeśli tylko trafię na jakiś ładny i nie jestem w stanie sobie odmówić tej kilkuzłotowej przyjemności, nowe pudełko na długopisy też mam, tylko podręczniki zamieniły się na nowe książki zapełniające pękającą w szwach półkę. jestem czytelnikiem głównie pociągowym (autobusy odpadają, bo wraz z pożegnaniem wieku dziecięcego zapomniałam pożegnać się z chorobą lokomocyjną), ale i domowym. lubię ta bezpretensjonalną jesienną przyjemność czytania z kubkiem cynamonowej herbaty i nieprzyzwoicie dużym kawałkiem domowej drożdżówki z kruszonką i dżemem od Mamy.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

maliny, jeżyny.. i tak codziennie

na śniadanie koniecznie kawa. 250ml kofeiny z dużą ilością mleka i szczyptą cukru. codziennie. i jeszcze owoce o każdej porze roku. lubię tą sezonowość kwaśnych pomarańczy, ulubionych moreli i fig, słodkich malin brudzących palce na różowo. a w kwestii sezonowości lato po prostu nie ma sobie równych! i lubię tą dziecinadę jak na obrazku z Amelii (o tym).

środa, 6 sierpnia 2014

mamy lato, wolno nam więcej!

możemy pozwolić sobie na bezkarnie długie spacery, ja i cztery łapy szczęścia - małe i wredne, ale tak kochane, że idzie wybaczyć nawet pobudki o 5 nad ranem. czasem nawet udaje się pospać do 9, gdy akurat nie trzeba iść do pracy. a czasem nawet jeśli trzeba - i tak siedzi się z najlepszymi na świecie przyjaciółmi na plaży tak długo aż będzie środek nocy.

sobota, 15 marca 2014

domowa granola, chrupkie ochy i achy

wiele paczek musli i granoli trafiło do mojego sklepowego koszyka zanim zmobilizowałam się do wypiekania tych domowych. i teraz jestem oczarowana. bo naprawdę chrupie, bo jest słodkie i ma dokładnie tyle owoców i orzechów ile lubię. nie ma cukru, nie ma tłuszczu, ma miód i dużo moreli. teraz już rozumiem tych wszystkich, którzy domową granolą zachwycali się od dawna. pachnie pięknie, a z zimnym mlekiem smakuje tak, że och i ach.

środa, 9 października 2013

jesienna konfitura z mirabelek lub innych śliwek

kiedy liści szurających pod butami coraz więcej, kiedy poranki, gdy o 6:13 wychodzę z domu są coraz ciemniejsze i coraz chłodniejsze.. to znaczy, że jesień. i wtedy potrzeba kojących dań na talerzu. potrzeba drożdżówki z dżemem i kubkiem ciepłej herbaty - razem doskonale umilają popołudnie. łyżka szczęścia, łyżka słońca - z mirabelek. nawet jeśli się trochę spóźniłam z recepturą na tą konfiturę - nic straconego! te żółte śliwki można zamienić na inne, ostatnie z pewnością znajdą się na straganach. a zimą taki słoik to dopiero będzie przyjemność!

wtorek, 10 września 2013

tarta jaglana z malinami na daktylowym spodzie

ciasto, nie ciasto? bez mąki, bez jajek i masła, bez użycia piekarnika. mimo wszystko ciasto. słodkie, uszczęśliwiające. takie, które można jeść bez większych wyrzutów sumienia. lepki migdałowo daktylowy spód, gruba warstwa kremu o smaku miodu i jaglanej kaszy i słodkie maliny. wpisałam tą tartę na listę moich ulubionych i nie mogę się doczekać kiedy przygotuję ją po raz kolejny.

niedziela, 1 września 2013

#ilovegdn, śniadanie na targu

uwielbiam Gdańsk, bo to miasto, które nieustannie daje mi szansę na spełnianie marzeń. tych kulinarnych, oprószonych szczęściem i cukrem pudrem też. ostatnio moja kuchnia zamieniła się w małą manufakturę ciast i ciasteczek, piekarnik buchał ciepłem, było na słodko i na słono.

niedziela, 21 kwietnia 2013

owocowe smoothie w burym kolorze

poranek wyrwany dźwiękiem telefonu z nudnych snów. dobre poranki zaczynają się od ładnych słów, później jest kawa i pyszne śniadanie - jeśli dźwięk blendera nie zbudzi tych, którzy w domu jeszcze śpią, to może być owocowe smoothie. napakowane tym co dobre. wypite przez kolorową słomkę. idealnie pasujące do wiosennego poranka z bukietem stokrotek. z najmniejszym bukietem świata mieszczącym się w kieliszku! (:

niedziela, 25 listopada 2012

na talerzu: kukurydziane & coconut milk

 
puchaty poranek, bo niespiesznie zaplątany w pastelową pościel. zimne mleko w ciepłej kawie. trzy placki co zostały z wczorajszego obiadu, a ja je zjem dziś na śniadanie. smakują jak biszkopty. zbiorę pranie z suszarki, sparuję skarpetki, pościelę łóżko. będę się uczyć ustaw i paragrafów na poniedziałkowy egzamin. taka weekendowa nuda. i niech sobie nawet pada deszcz. i niech nawet ktoś próbuje mnie zasmucić albo zdenerwować - to ja się nie dam.

czwartek, 15 listopada 2012

jaglanka. i co na to persymona?

herbatę piję z największego kubka jaki jest w domu. parząc sobie palce. jest ciepłe retro śniadanie, jak w jakimś filmie z czasów PRL. jaglanka na przymglonych obrusach. i nie-retro persymona (brzmi prawie jak postać z mitologii, z czasów lekcji historii), owoc w pomarańczowej skórce. zanim wstanę, przestawiam budzik kradnąc sobie samej jeszcze 7 minut snu. zdrapuję resztki smutku z tego dnia. przewiązuję różową kokardę na słoiku pełnym kasztanów, jest jesień opakowana w kiczowate kolory. chodzę do teatru, gotuję pomidorową z ryżem, nie odbieram telefonów, przypadkiem znajduję ładne domy i ładne ulice w mieście, które od dokładnie dwóch miesięcy zaczyna być moim (kolejnym). potykam się o znaki zapytania.

wtorek, 16 października 2012

szczęściarze jadają na obiad omlet z cukrem

rozkochałam się w tym październiku. minęła połowa miesiąca odmierzana godzinami rozmów, pustymi kubkami po wspólnych herbatach albo kawach, czasem szklankami po wieczornym mohito. kawiarniane stoliki albo sopockie mieszkanie z girlandą nad sufitem. miasto nocą i chłodne wieczory i ranki. mam w głowie taką myśl: "jesteś szczęściarą, nie zepsuj tego". i czasem zastanawiam się skąd się biorą tacy fajni ludzie, których mam wokół. i dużo przez nich szczęśliwości. i słów i ciszy i wszystkiego. i nadal tego nie wiem.

piątek, 7 września 2012

owsianka. i skąd się wzięła figa z makiem?

w dzisiejszym poranku lubię chłodne powietrze zaplątane między kosmykami włosów, albo między dłońmi chowanymi w kieszeniach szarej bluzy. mniej mogę lubić kolejkę do warzywniaka, ale wszystko i tak wynagradza zapach świeżego chleba z ulubionej piekarni. i myśl o tym, że za chwilę wrócę do domu i zjem ciepłą owsiankę z figą i suszonymi truskawkami. schyłek lata to spacery po starówce, do biblioteki, do banku, do księgarni, do apteki albo papierniczego sklepu. to zbyt mała ilość momentów zapisanych na karcie pamięci w moim aparacie. pudełko pachnącej zielonej herbaty (już staram się pamiętać, że zaparzacz trzeba wyjąc po 2 - 3 minutach, bo inaczej będzie gorzka i niedobra), tabletki przeciwbólowe, na paznokciach "think pink" o numerze 63. czasem wieczory, gdy można zasznurować buty i biec gdzie się chce. zmrużone słońce.