Pokazywanie postów oznaczonych etykietą figa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą figa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 października 2016

figi z kozim serkiem i rozmarynem

październikowe dni wyjątkowo mocno lubią się z figami, a ja zawsze mocno czekam na ten czas. i choć do tej pory znałam je wyłącznie jako dodatek do kanapki z serem pleśniowym, a najbardziej smakowały mi same bez dodatków - to pewnej jesieni, dzięki Natalii, poznałam je w zupełnie nowej odsłonie. wytrawno - słodkiej, nieoczywistej, no i wyjątkowo ładnej, zwłaszcza jeśli chodzi o te mikro botwinki i ogórecznik. a talerz ułożony przez tą kulinarną czarodziejkę, to dla mnie kwintesencja jesieni.

piątek, 10 października 2014

Figa i figi

znajduję jeszcze na straganach jesienne figi ubrane w fiolety. układam je na kromkach chleba z pleśniowym serem i polewam słodkim miodem. Figa też lubi figi, zresztą ona swoim ciekawskim nochalem zawsze ma ochotę zaglądać w talerze. więc tak sobie jemy jesień, figową. i marzymy  o słoiku francuskiej figowej konfitury.

piątek, 7 września 2012

owsianka. i skąd się wzięła figa z makiem?

w dzisiejszym poranku lubię chłodne powietrze zaplątane między kosmykami włosów, albo między dłońmi chowanymi w kieszeniach szarej bluzy. mniej mogę lubić kolejkę do warzywniaka, ale wszystko i tak wynagradza zapach świeżego chleba z ulubionej piekarni. i myśl o tym, że za chwilę wrócę do domu i zjem ciepłą owsiankę z figą i suszonymi truskawkami. schyłek lata to spacery po starówce, do biblioteki, do banku, do księgarni, do apteki albo papierniczego sklepu. to zbyt mała ilość momentów zapisanych na karcie pamięci w moim aparacie. pudełko pachnącej zielonej herbaty (już staram się pamiętać, że zaparzacz trzeba wyjąc po 2 - 3 minutach, bo inaczej będzie gorzka i niedobra), tabletki przeciwbólowe, na paznokciach "think pink" o numerze 63. czasem wieczory, gdy można zasznurować buty i biec gdzie się chce. zmrużone słońce.

czwartek, 13 października 2011

słońce z mango, pieczone jabłko i miód

para zbyt szybko ucieka z kubka łaskocząc zmarznięte dłonie. dom pachnie gotowanymi jabłkami - tymi z pomarszczoną skórką, z rozpływającym się na wierzchu miodem. wierzę w niepowtarzalność tej jesieni, przynoszę do domu kolorowe liście i chowam kasztany po kieszeniach. zaczynam wierzyć w to, że marzenia się spełniają, gdy się w to wierzy najmocniej. czekam na czekoladowe popołudnia i pełne ciepła wieczory. jestem chyba trochę szczęśliwsza. mam uśmiech. mój i Twój.