co roku powtarzam sobie, że w moim wieku, to już może nie powinnam hucznie świętować urodzin. że bez tortu się obejdzie. że wcale nikt nie musi odśpiewać głośnego 'sto lat' żeby ten dzień zaliczyć do udanych. ale później i tak okazuje się, że za mocno lubię robić rabarbarową lemoniadę, piec cytrynową tartę, kroić sałatkę, robić kanapki i oklejać imionami kubeczki. okazuje się też, że zbyt mocno lubię hałas rozmów przyjaciół w naszym domu. a urodziny to jednak fajny pretekst żeby robić to co się lubi!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodziny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodziny. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 14 czerwca 2016
czwartek, 9 czerwca 2016
czerwiec z dziewiątką w tytule
jest co najmniej kilkanaście powodów, które sprawiają, że chcę lubić ten czerwiec. za Miłość u schyłku wiosny, za urodziny, za przyjaciół, z którymi można się głośno śmiać. za arbuzową, rabarbarową i cytrynową lemoniadę. za truskawki, groszek, fasolkę szparagową, morele i młode ziemniaki z koperkiem. za nieplanowane wycieczki na koniec świata, lepkie od miodu palce i zapach wplątany we włosy. za planowanie poślubnych podróży (albo chociaż jednej), za bose stopy na rozgrzanym piasku i popołudnia nad morzem, za te same piosenki słuchane po raz setny. za otwarte okno w dzień i w nocy i pokoje pełne świeżego powietrza, różowe trampki w rozmiarze 35,5. za lody o smaku ananasa i ogórka albo prosecco z leśnymi owocami i miętą. głośno śpiewane piosenki w aucie na trasie Elbląg - Gdynia, wspólne powroty do domu. za zmarznięte dłonie chowane w Jego dłoniach, za wianki z polnych kwiatów i słoiki pełne piwonii w kolorze pudrowego różu. za nieprzyzwoicie jaskrawe kolory lakieru na paznokciach, papierowe zdjęcia z polaroida. za hipsterskie knajpy i burgery i banalną pomidorową w domu. za pikniki z koszykiem na trawie, niewyspane poranki z kawą w pościeli. za układanie urodzinowego menu i marzenia o najpiękniejszym torcie. za spacery po ulubionym nadmorskim mieście (w środku dnia i w środku nocy), nieprzeczytane książki i nieprzesłuchane jeszcze płyty, które czekają na półce. za oglądanie po raz setny ślubnych zdjęć. za słonce, które budzi lepiej niż każdy najgłośniejszy budzik. za piegi, których będzie coraz więcej. za niespodzianki.
sobota, 9 stycznia 2016
liczę do 7, czyli słówko o blogowych urodzinach
muszę to przyznać szczerze: w ostatnim roku chyba pobiłam rekord blogowego nicnierobienia. ale metodą małych kroków (tutaj tekst: co robić, gdy blogowanie zaczyna uwierać) staram się znów znaleźć radość w pieczeniu koślawych ciastek, lepieniu pierogów i gotowaniu zupy. powoli. powolutku. otwieram kolejny słoik kompotu z czereśni, piję najkwaśniejszy na świecie sok z cytryn i miodu, wyjadam z pudełka resztki zimowych orzechów nałuskanych przez Tatę, zjadam kolejny kawałek sernika.. no i wciąż mam w głowie dobre rzeczy, które mnie spotkały dzięki temu małemu kawałkowi wirtualnego morza. morza receptur, obrazków i pogubionych słów. i chcę gubić te moje. ósmy rok z rzędu!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

