nie mogliśmy wymarzyć go sobie piękniej. słodki bufet był w weselnych planach od samego początku. nie jest żadna tajemnicą, że mam słabość do ładnych rzeczy. do tych, które można zjeść również. a więc miało być kolorowo, z owocami, z czekoladą, miały być makaroniki, mini tarty i cała reszta małych słodkich porcji. z pomocą przyszła przezdolna cukierniczka. a wszystko nie dość, że było pyszne, to jeszcze spójne kolorystycznie (róż, biel i czerń) z całym naszym ślubem. nie muszę chyba mówić, że słodkie kalorie znikały w oka mgnieniu?
