
i po co mi to wszystko?
po 7 latach blogowania zaczęła mnie uwierać stara nazwa. mocno. a zmiany są podobno potrzebne. dzisiaj zaczynam jako Asieja (ci co mnie znają dobrze wiedzą, że nie od dziś używam tej nazwy w kwestii bloga). będzie tak jak dawniej - z całym tym pakietem morskich spacerów, zjedzonych kawałków pizzy z salami i mascarpone, rozmów, śmiechów, łez, kubków kawy, gorzkiej herbaty, słodkich słów, zapisanych receptur, wszystkiego. ale zostawiam sobie trochę więcej przestrzeni na coś innego niż tylko zbiór przepisów i zdjęć ciast i ciasteczek.