niedziela, 23 października 2016

jak rok narzeczeństwa likwiduje chłód

rok temu moje życie na chwilę się zatrzymało. na jedną sekundę przerywaną przeszywającym nadmorskim chłodem i wiatrem. było przed północą i było cholernie zimno - mimo grubej warstwy szalika i puchowej kurtki. a w takich krótkich momentach nic nie ogrzewa lepiej niż miłość i kieszeń pełna ciepłych słów. rok temu zostałam okrutnie szczęśliwą narzeczoną.

czwartek, 20 października 2016

jaglany budyń z mango i gruszkami

gruszki są teraz najlepsze, a ze słodkim mango i kaszą jaglaną potrafią zagrać naprawdę fajne trio. na ciepło na śniadanie albo na zimno na deser, tak i tak jest dobrze. i z kaszą podobno zdrowo, więc bezkarnie rozsypuję ziarenka na kuchennym blacie i gotuję jaglany rozgrzewacz.

poniedziałek, 10 października 2016

na pasiece


od zawsze miałam ochotę na snucie miodowych opowieści. pełnych zapachu lata i słodkich lepkich od miodu palców. o zaplątanej we włosach pszczole, o pokonywaniu strachów stojąc 3 centymetry od ula pełnego bzyczących pasiaków. bycie córką pszczelarza zobowiązuje. i z roku na rok coraz bardziej doceniam te letnie dni na pasiece. męczące, gorące, z mnóstwem satysfakcji i słoików pełnych złota.

piątek, 7 października 2016

pierwsze narzekanie tej jesieni i herbata z lawendą

to już ósmy raz kiedy zastaje mnie tu jesień. zdążyłam zmienić adres (nie jeden raz), skończyć studia (nie jedne), a nawet wyjść za mąż. a te jesienie wciąż przychodzą, rzucają szeleszczące liście pod nogi, uparcie proszą o kolejny już kubek miodowej herbaty (z lawendą i jagodami goji żeby nie było nudy), plączą na szyi zimno i szaliki i nic sobie nie robią z marznących narzekań. na to marudzenie dobry jest kolor, ciepły koc i nowa pachnąca drukiem książka. albo kilka ciepłych słów, które rozgrzeją lepiej niż niejeden termofor w za ciasnym pluszu.

czwartek, 6 października 2016

figi z kozim serkiem i rozmarynem

październikowe dni wyjątkowo mocno lubią się z figami, a ja zawsze mocno czekam na ten czas. i choć do tej pory znałam je wyłącznie jako dodatek do kanapki z serem pleśniowym, a najbardziej smakowały mi same bez dodatków - to pewnej jesieni, dzięki Natalii, poznałam je w zupełnie nowej odsłonie. wytrawno - słodkiej, nieoczywistej, no i wyjątkowo ładnej, zwłaszcza jeśli chodzi o te mikro botwinki i ogórecznik. a talerz ułożony przez tą kulinarną czarodziejkę, to dla mnie kwintesencja jesieni.

środa, 5 października 2016

ministerstwo, które umila jesień

nie da się ukryć, że do tego ministerstwa słabość mam wielką. było już o śliwkach, a teraz pora na całą resztę jesiennej kolekcji marchewek, ananasa, nagietka, miodu i rozmarynu. zaraz obok pary ciepłych skarpet z chmurami, resztki kliszy do 'wysptrykania' w starym aparacie, dżinsowych koszul z kołnierzykiem - nie ma lepszej opcji na tą szaro-burość jak kilka kojących zapachów i kąpiel w musującej kuli o zapachu lawendy.