poniedziałek, 29 maja 2017

otulanie i baśniowy miś polarny

małe rzeczy umilają naszą codzienność. proste i piękne. układamy je na półkach lub chowamy do szuflady, składamy w kosteczkę albo codziennie kładziemy na brzegu łóżka. małe rzeczy są przytulne i ładne. jestem nieprzyzwoicie mocno zauroczona tymi wszystkimi niemowlęcymi skarbami, wzorami i miękkością. kołderką w roślinne motywy, haftowanym klasycznym albumem na zdjęcia, drewnianym proporczykiem i ostatnim ulubionym - bambusowym otulaczem z polarnym misiem i gwiezdnymi konstelacjami. lista tych ulubionych wciąż jest jeszcze niezamknięta, bo niemal codziennie znajduje coś nowego co koniecznie chciałoby się dołączyć do tej dziecięcej kolekcji. ja przepadłam. i jeśli miałabym wybrać jedną ulubioną rzecz z wyprawki małego chłopca, to pewnie byłyby to otulacze. miękkie i przytulne. na początku do ciasnego otulania, teraz do przykrywania w czasie słodkich popołudniowych drzemek, do osłaniania od słońca i jako prześcieradło w koszu mojżesza. oj lubimy je bardzo.

sobota, 27 maja 2017

jest tyle pięknych momentów do zapamiętania

kilka dni po zrobieniu tego zdjęcia trafiłam do szpitala i choć miałam nadzieję, że jeszcze z niego wyjdę i na spokojnie spakuję torbę do porodu i przygotuję wszystko to czego do tej pory nie zdążyłam, to stało się inaczej. do domu wróciłam już bez brzucha, ale za to z maleńkim zawiniątkiem w białej pasiastej czapce. robiłam te zdjęcia w czwartkowy bardzo późny wieczór i tak bardzo chciałam zapamiętać każdy z momentów. każdą z chwil kiedy pod sercem nosiłam tą małą istotę i to jak bardzo nieprawdopodobne mi się to wtedy wydawało. i wydaje się do dziś. dobrze, że mogę do tych chwil teraz wracać gapiąc się kolejny raz na zdjęcia brzucha, który tylko w tym jednym momencie tak bardzo cieszył i tylko wtedy nie przyprawiał o kolejną porcję kompleksów. ciało kobiety to jednak jest jakaś magia. nawet z nadprogramową ilością kilogramów, o których zgubieniu teraz marzę. dzień po Dniu Matki jakoś tak tkliwie mi się zrobiło, bo to cudowne móc świętować ten dzień, po raz pierwszy i teraz już zawsze.

piątek, 26 maja 2017

miszkomaszko i dzień mamy po raz 1

wiem, że teraz mnóstwo pierwszych razów przed nami, ale na ten dzień czekałam bardzo. bo to cudowne móc robić prezenty dla swojej Mamy, pamiętać o niej i mówić, że się kocha i w końcu samej to poczuć. ten mały człowiek jeszcze o tym nie wie, ale od ponad dwóch miesięcy nieprzerwanie mnie wzrusza. a wtedy w szczęściu oczy mam bardziej zielone i chętniej noszę sukienki, mocniej cieszę się z naszych wypełnionych po brzegi słońcem poranków, ze spacerów na pocztę i do pobliskiej piekarni po kokosanki. a w nocy budzę się i gapię jak śpi na brzuchu w swojej miętowej kołysce.

czwartek, 25 maja 2017

the game of...

nie da się ukryć, że mam słabość do książek, do tych dla dzieci zwłaszcza. jeszcze zanim stałam się mamą, na mojej półce stało kilka kolorowych okładek, a teraz mając dziecko mogę je bezkarnie ustawiać na regale. i nic nie robić sobie z tego, że minie jeszcze trochę czasu zanim mój mały chłopiec zacznie się nimi interesować.


środa, 24 maja 2017

mama ma moc

odkąd stałam się mamą, to jeszcze bardziej potrzebuję czuć się dobrze. sama ze sobą. potrzebuję wierzyć, że wszystko będzie ok, że jestem wystarczająco dobra, że dam sobie radę, że nic się nie stanie gdy nie ugotuję obiadu. dlatego tak bardzo ucieszyły mnie twórczynie In da box, które zaprojektowały karty afirmacyjne dla mam. małe kartoniki narysowane przez ulubioną Agatę Królak i zapakowane w materiałowy woreczek mają nam codziennie przypominać, że jesteśmy silne, wartościowe i po prostu najlepsze. to piękny prezent na Dzień Mamy i na każdy inny dzień bez specjalnej okazji. należą się każdej mamie! małe rzeczy są najpiękniejsze.

wtorek, 23 maja 2017

Miłość jest słodka, las dolnysopotpółnoc

rok temu mniej więcej o tej porze piliśmy sok pomarańczowy i kawę z pianką w maleńkich filiżankach w jednej z najbardziej niebanalnych sopockich kawiarni. na naszej majowej (po)ślubnej fotograficznej sesji. pani widząca nas przez szybę krzyczała z chodnika, że życzy wszystkiego najlepszego, a barista wybierał talerzyki "żeby pasowały do zdjęć". a ja wymarzyłam sobie wianek ze świeżych kwiatów na głowie i słodkości. bo Miłość jest słodka. czasem kwaśna jak te pomarańcze w szklance albo gorzka jak kawa bez cukru. ale najczęściej jednak słodka. dziękuję Ci Mój Mężu z ten słodki rok i za maj, który już zawsze bardziej niż z imieninami Joanny będzie mi się kojarzył z naszą rocznicą ślubu.

wtorek, 16 maja 2017

nie taki niemowlak straszny, dwa miesiące później

 
od dwóch miesięcy wszystkie poranki są nasze. i mimo, że każdego z nich chciałabym pospać trochę dłużej - to i tak nie zamieniłabym ich na nic innego. to dwa najpiękniejsze miesiące uczenia się siebie nawzajem. myślałam, że będzie trudniej. że nie będę wiedziała jak dbać o takie maleństwo, że wszystkiego będę się bała, że wszystkie domowe obowiązki pójdą w odstawkę. i jest trudno i czasem (często) nie mam czasu odkurzyć albo ugotować obiadu, ale poza czystą podłogą i garnkiem pysznej zupy mam coś nieporównywalnie piękniejszego. mam pierwsze ukradzione uśmiechy, małe rączki łapiące za bluzkę, mam bliskość, której nie da się zastąpić niczym innym. patrzę jak śpi i nie mogę nacieszyć się jego zapachem. no i te małe stópki, które rozczulają chyba każdego. jestem szczęściarą, że go mam. po tylu trudnych miesiącach, kiedy mogłam go oglądać jedynie na ekranie usg. mam go tutaj i od pierwszej minuty zakochałam się tak mocno, że brakuje słów.

czy miewam dość? no jasne. nie raz wypatruję w oknie męża wracającego z pracy albo wyczekuję na wyjazd do rodzinnego domu (dziadkowie i ciocia chętnie przejmują wtedy kołysanie, zabawianie, noszenie, gadanie. a czasem mogę się nawet wyrwać na godzinę na zakupy lub inne marnotrawienie czasu - to takie przyjemne!). ale wspólne chwile i tak są najlepsze. tulenie, głaskanie, karmienie, dbanie o tego małego człowieka jest najlepszym co mogło mi się w życiu przytrafić.

niedziela, 14 maja 2017

14 maja roku tego i zeszłego

rodzinne zdjęcie pod Mingą (gdyńska kawiarnia tuż przy bulwarze) chyba stanie się naszą coroczną tradycją. rok temu - dzień po naszym ślubie spacerowaliśmy tam w wietrzną sobotę wciąż jeszcze nie mogąc uwierzyć, że jesteśmy mężem i żoną. a w tym roku na spacerze w niedzielę, w pięknym słońcu towarzyszył nam nasz prawie dwumiesięczny syn. i ja wciąż nie mogę uwierzyć. jak dobrze, że siebie mamy!

sobota, 13 maja 2017

pierwszy ważny dzień w życiu małego człowieka

maj jest wyjątkowy pod wieloma względami. w zeszłym roku ja z anginą leczoną od miesiąca, na kolejnym antybiotyku, martwiłam się jak dam radę bawić się na własnym weselu i czy po miesiącu zwolnienia i leżenia w łóżku aby na pewno dam radę nie zemdleć przed ołtarzem. oczywiście wszystko było tak jak wymarzone scenariusze przewidywały i obyło się bez omdleń i innych małych dramatów. w tym roku, w pierwszą rocznicę naszego ślubu, znów mogliśmy świętować - pierwszy ważny dzień naszego syna. chcieliśmy aby było prosto, tak jak rok temu. były więc piwonie, jasny tort z malinami i maleńkie buciki naszego małego człowieka. było też majowe słońce. nie mogłam sobie tego lepiej wymarzyć. imię dostał po swoim pradziadku, miodowa świeca to nawiązanie do dziadka pszczelarza, a datę wybraliśmy my. rok temu na ślub, a wczoraj na chrzest. ten 13 maja to będzie chyba jeden z moich ulubionych dni.