piątek, 3 listopada 2017

make my wonderland, panna lola i luis timm

ostatnio do mojej wirtualnej skrzynki wpadła krótka wiadomość "co powiecie na rodzinne spotkanie? właśnie na spontanie stwierdziliśmy że jedziemy nad morze." rodzinne spotkanie? z kimś kogo nigdy się jeszcze nie widziało? z kimś kto jedzie 700 kilometrów z gór nad morze i ma ochotę się z nami zobaczyć? no jasne. nasze kieszenie były wypchane niepewnością, bo przecież może okazać się, że nie potrafimy ze sobą rozmawiać, a internet to nie to samo co kubki ciepłej herbaty w nadmorskiej kawiarni. ale poszliśmy. razem z nami Panna Lola (i jej uroczy pies - Kora, a później jeszcze chłopak), która też zresztą jest takim naszym wirtualnym dobrym duchem, który postanowił zmienić swoje życie i przeprowadzić się nad morze - od tamtej pory widzieliśmy się już kilka razy i to na pewno nie koniec. idziemy, zabieramy pudełko pełne miodów, odrobinę strachu i całe morze ciekawości. i jest najpiękniej. rozmowy same się sklejają w zdania, a uśmiechów i uścisków nie zliczę, bo nie potrafię. i dlaczego piszę o tym dopiero dwa tygodnie po spotkaniu? bo czasem brakuje słów, tak zwyczajnie. dobre emocje plotą warkocze z radością i zwyczajnym codziennym szczęściem, a my uwielbiamy ich szukać w takich właśnie spotkaniach, rozmowach i uściskach. internet nie kłamie - Kasia, Remik, Gucio i Panna Lola z Korą i Kamilem, to najpiękniejsze co nas mogło tego wieczoru spotkać.



u Kasi - Make My Wonderland - naszej ulubionej górskiej czarodziejki, znajdziecie te piękne ręcznie malowane kubki i doniczki
u Remika, czyli Luisa Timma - "Proste rzeczy o rodzicielstwie", czyli książkę dla mężczyzn, którą powinna przeczytać każda kobieta
a u Panny Loli kalendarz na nowy rok i królicze ilustracje

a u nich wszystkich szukajcie morza miłości, wrażliwości i dobrej energii, którą potrafią dzielić się jak nikt inny.

kochani, dziękujemy, że jesteście!