wtorek, 3 września 2019

pierwszy merc mojego dziecka

Spacery są teraz najfajniejsze, bo odkrywanie świata z małym człowiekiem to jakby podwójna przyjemność. Nasz wózek BabyMerc to też miła odmiana, bo poprzednia kupiona przez nas spacerówka (innego producenta) była niezłą porażką, ale przynajmniej mam teraz porównanie, że może być super źle, ale prowadzenie wózka może być też super przyjemnością. Spacerowanie po bruku odbywa się bez huku, jest wygodnie, lekko i z dużym koszykiem na skarby, zakupy, kocyk, kosmetyczkę, ulubione zabawki i milion innych "niezbędnych" w czasie spacerów rzeczy. Mam wrażenie, że to wózek do zadań specjalnych, który idealnie sprawdza się w miejskiej dżungli.
Przejechał z nami górskie szlaki dzielnie ratując małe zmęczone nóżki, a na co dzień jest wybawieniem przy dłuższych wędrówkach i... drzemkach! Ma dużo miejsca - na siedzeniu oprócz małego człowieka mieści się jeszcze pudełko borówek do podjadania i gromada zabawek. Ma mocno rozkładany daszek, a więc deszcz i świecące słońce nam niestraszne. W daszku jest otwór z siateczką, więc w czasie upałów nie trzeba martwić się, że będzie za gorąco. Rozkłada się na płasko - drzemki, wiadomo. Koła są duże, zwrotne i lekko suną po chodnikach, regulowana rączka, podnóżek... detale, które mocno wpływają na komfort. No i łatwo się składa i bez problemu mieści w bagażniku. Do wózka dołączona jest również torba, z której my co prawda nie korzystamy, bo od dwóch lat sprawdza nam się mały organizer, ale dla kogoś kto kupuje wózek, to oczywiście kolejny plus do wyposażenia. Na koniec szczegół najmniej i jednoczeście najbardziej ważny - ten wózek jest po prostu ładny. O gustach się nie dyskutuje, ale daleko mu od pstrokacizny i moje oko estety jest mocno zadowolone. Polecamy!