środa, 11 stycznia 2017

w pastelach

pyszna nuda w kolorach pastelowych. różowy sweter sięga prawie do kolan i można bezkarnie chować w nim dłonie siedząc na drewnianym łóżku i pijąc kolejny kubek kawy. ze szczyptą kokosowego cukru. w bezpretensjonalnym kubku z Małą Mi. za taką puchatą zimą tęskni się zanim jeszcze zdąży się skończyć i zanim ostatnie bryłki lodu i śniegu stopi dodatnia temperatura. ale jeszcze lepsza jest ta myśl, że kolejnej zimy albo jeszcze tej kolejnej będzie najpiękniejszy pretekst do pójścia na sanki, posmarowania nosa kremem na mróz i ubrania najcieplejszych skarpet i czapy.

poniedziałek, 9 stycznia 2017

8

lepkiego miodu, słodkich malin, cytrynowych sorbetów latem i gorącej czekolady z nieprzyzwoicie dużą ilością kalorii i piankami marshmallow zimą. ładnych obrazków, jak najmniej dni twórczej bezsilności, inspirujących ludzi na każdym etapie kolejnej rocznej podróży. leśnych spacerów, morskich opowieści. tego chciałabym życzyć samej sobie na magiczną dziewiątkę z okazji 8 blogowych urodzin.

piątek, 6 stycznia 2017

czekanie nigdy nie było tak przyjemne

najpiękniejsze rzeczy dzieją się z miłości. i dzieją się mimo wszystko. produkują ciepełko w sercu jak w małej fabryce. bywają opatulone grubą warstwą strachu, ale nie pozwalają przestać wierzyć, że wszystko będzie dobrze.

środa, 4 stycznia 2017

zaprzyjaźniamy się

ja i nowy rok. wypełniam kalendarz datami urodzin i adresami. listy wysłane w zeszłym roku mogłabym zliczyć na palcach jednej ręki, więc mam nadzieję, że w tym roku w kwestii pisania pójdzie mi nieco lepiej. ta zima jak żadna inna do znudzenia smakuje piernikami i bezkofeinową inką z mlekiem (czasem kokosowym). ale lubię tę nudę i te puste kubki ustawiane na nocnym stoliku obok łóżka. instytut meteorologi zapowiada powrót zimy i chyba się cieszę na tą biel, bo będzie pasować do domowych światełek i ciepłych puchatych skarpet. i stosiku nieprzeczytanych jeszcze gazet i książek.

wtorek, 3 stycznia 2017

ministerstwo dobrego mydła

kocham ten ich minimalizm, genialne zapachy i siostrzane poczucie humoru, którym co jakiś czas nas karmią w internecie. to przez nich ujawniła się moja wielka słabość do jakiejkolwiek  kosmetycznej marki (no może nie licząc od dawna lubianej polskiej tołpy). Ministerstwo Dobrego Mydła kompletnie zawróciło mi w głowie. zaczęło się w grudniu zeszłego roku, gdy w liście do św. Mikołaja poprosiłam o coś pachnącego i znalazłam pod choinką marchewkowe i ananasowe mydełko i piękną kulę do kąpieli. a później poszło już z górki. pisałam o śliwkach latem (klik), pisałam o umilaniu jesieni (klik), no i musiałam napisać też zimą. bo w pudełku z ministerstwa znalazło się kilka nowości, których wcześniej nie znałam.