czwartek, 16 listopada 2017

8

czasem sobie myślę, że na podsumowanie kolejnego miesiąca, to już mi zabraknie słów. no bo ile można się zachwycać, pisać, że się kocha, że jest pięknie i że trudno. a no można. kolejny wspólny miesiąc to dodatkowe dekagramy miłości, strachu, płaczu i uśmiechów. mały chłopiec siedzi, raczkuje, wspina się na meble (mam przez niego zawał jakieś 70 razy dziennie), ma dwa zęby. każdego dnia mnie zaskakuje. i kocham go jak stąd do kosmosu. chyba że da się bardziej, to wtedy tak. i miesiąc miesiąc do znudzenia mam ochotę o tym napisać. nawet jeśli czasem jest źle, jestem zmęczona, niewyspana, sfrustrowana, sama ze swoimi problemami, nawet wtedy nie zamieniłabym się na inną codzienność, bez niego. bez tych spacerów z wózkiem pod górkę, bez bałaganu na dywanie, idealnie przespanych nocy. razem jest lepiej.